Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antologia wierszy o Złoczowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antologia wierszy o Złoczowie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 marca 2018

Włada Czerwińska zd. Dziadykiewicz

środa, 30 lipca 2014 21:03

Wiersze z cyklu podróże sentymentalne

Dzięki Ci Boże za pogodę
Widziałam miasta swego urodę
W blasku słońca i błękitne nieba.
Widziałam łąki ukwiecone
I góry Woroniatki zielone.

Więc ugasiłam swoją tęsknotę?
Byłam tam, Złoczów widziałam.
Myślałam, że dosyć, a potem…
Potem znów przywidzenia miałam.
Że chodzę i chodzę po mieście,
Błądzę znajomi uliczkami.
Zmęczone nogi nieście mnie, nieście…
Nie mogę rozstać się ze wspomnieniami.

***
Dzięki Ci Boże za niepogodę,
Widziałam miasta mego urodę
W strugach deszcze i wiatru porywach.
Widziałam drzewa powalone
I niebo ciemne, zachmurzone.

Więc ukoiłam swoją tęsknotę?
Byłam tu znowu, Złoczów widziałam.
Myślałam, że dosyć, a potem…
Potem znów przywidzenia miałam,
Że chodzę po swoim mieście,
Omijam ogromne kałuże.
Czy wrócę tu kiedyś jeszcze?
Marzenie to małe czy duże…

***
Dzięki Ci Boże za pogodę,
Widziałam miasta swego urodzę.
Już po raz trzeci (jak ten czas szybko leci),
Wprost tonę we wspomnieniach,
Ukradkiem ocieram łzy wzruszenia.
I pokazałam swoje miasteczko
Dorosłej córce. Popatrz córeczko:
To nasze gniazdo rodzinna,
Ciągle to samo choć inne.

Więc ukoiłam już swoją tęsknotę?
Nawet córce Złoczów pokazałam.
Myślałam, że dosyć, a potem…
Znowu zasnąć nie umiałam.

***
„Polały się łzy me czyste – rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie – anielskie”,
Na dom rodzinny – już inny,
Polały się łzy me czyste, rzęsiste.

Na moją młodość górną i durną,
Na strasznej wojny wspomnienie,
Na miłość pierwszej niespełnienie,
Na wszystkie marzenia – złudzenia.
Polały się łzy me czyste – rzęsiste.

Na mój wiek żeński – wiek klęski,
Na wszystkie życiowe zawody,
Na utracony wiek młody,
Na przemijanie i trwanie –
Polały się łzy me czyste – rzęsiste.
***
Byłeś snem mojej wczesnej młodości.
Rozłączyła nas wojna i ciężar ludzkich spraw.
Po drodze były zauroczenia, miłostki,
Lecz urok pierwszej ciągle trwał.

Wspomnienia związane ciasno
Z naszą Złoczowską Ziemią
Rzuciły na me życie cień,
Lecz dla mnie było jasne,
Że przyjdzie spotkania dzień.
Mija pół wieku – jeśli to mało,
Będę czekała wieczność całą.

Jesienny chłopak z jesienną dziewczyną
Błądzą ulicami małego miasteczka.
Czas ich młodości już dawno minął
Została wspomnień garsteczka.

***

W hołdzie Mickiewiczowi, 
którego pomnik stał niegdyś na Wałach w Złoczowie
Coś Ty uczynił ludziom Mickiewiczu,
Że dwa razy pomnik Twój walili.
Lecz pytanie nowe się nazuwa:
Czy ci zwyrodnialcy ludźmi i byli?

Nie ma już w Złoczowie pomnika,
Nie ma Twojego drogiego imienia
W nazwie mojej szkoły i ulicy,
Ale żyje w sercu i wspomnieniach.

Stare fotografie i pocztówki
Jak relikwie ocalone od spalenia
Świadczą o polskości tego miasta
I ratują je od zapomnienia.

Sonety z cyklu „Moja Atlantyda”
Sonet I

Trwasz na tych Kresach ponad pięćset lat
Małe miasteczko – moje rodzinne,
Dla mnie niezwykłe – zwykłe dla innych,
Gdzie każda ścieżka wciąż znaczy nasz ślad.

Ojcowski domek, kościółek, szkoła,
Sielskie dzieciństwo i wczesna młodość,
Wichry wojenne i pierwsza miłość.
To Atlantyda utracona.

Jak chciwy skąpiec wciąż chwytam w dłonie
Drobne okruchy cudownych wspomnień
Lecz ulatują, ciągle ich mało.

A przecież czasu niewiele zostało,
By z epizodów odtworzyć całą
Mą Atlantydę umiłowaną.

Sonet II

Przy dawnej ulicy Szaszkiewicza
Stoi jak niegdyś dom piętrowy.
Nie jest już piękny, nie jest nowy,
Miejscowi mówią: Dom Dziadykiewicza.

Niestety, razem się starzejemy,
Mnie ciągle zmarszczek przybywa i lat,
Tobie pęknięć na murze i łat.
Ile nam czasu zostało, nie wiemy.

Stoję furtce jak urzeczona,
Ale nigdy nie wchodzę do środka.
Po co? Swoich tam przecież nie spotkam.

Smutna i coraz bardziej wzruszona,
Wbrew nadziei wciąż wierze skrycie,
Że Atlantyda ma drugie życie.

Sonet III

Pierwszego września w pamiętnym roku
W kolory późnego lata strojna,
Nie bacząc na to, że była wojna,
Wyczekiwała nas do zmroku.

Królestwo całe krzewów różanych,
Szeregi dumne kwitnących dalii,
Mieczyki, maki, krzewy azalii
Czekały przyjścia dzieci kochanych.

Szkoło imieniem Wieszcza ochrzczona,
Najpiękniejsza na całym świecie,
Czy nas jeszcze pamiętasz może?

Gdzie nasza młodość, gdzie Twoje kwiecie
Te same mury, ulica znajoma…
Za chwile wspomnień dzięki Ci Boże!

Sonet IV
Jakie takie miejsce w moim Złoczowie,
Gdzie się zatrzymał bezlitosny czas.
Po wielu latach znowu wita nas
Kościółek stary – piękny jak nowy.

Nigdy nie był – jak inne – zamknięty.
Stary ksiądz nakręcał zegar na wieży,
Młody szacowne mury odświeżył.
Złoci się teraz każdy nasz święty.

Ileż te mury modłów słyszały
I grzechów jak kamień ciężkich,
Ile narodzin i śmierci widziały.

Mijały wielki, mijały wojny
A ty wciąż trwasz zwycięski,
Majestatyczny, zawsze spokojny.

Sonet V

Byłam nad rzeką, której już nie ma
Tam, gdzie dzieciństwa swego szukałam.
Pod powiekami obraz jej miałam:
Wierzby nad wodą i błękit nieba.

Z tej wierzby spadła do bystrej rzeki.
Ida – mała dziewczynka żydowska.
Nie utonęła – dziewczynka polska
Przyrzekła przecież przyjaźń na wieki.

Mówią, że nie można wejść dwa razy
Do tej samej rzeki – mnie się udało.
A woda była zimna i czysta.

Jak w milej rzeczce mego dzieciństwa,
Która do morza płynie pomału
I o spotkaniu z Atlantydą marzy.

 Sonet IX
Bajkowy zamek, zajazd hetmański,
Kościół ze strzelistymi kolumnami,
Latem pachnący białymi liniami,
Domki z gankami, nie wsiowe – pańskie.

Bezkresne błonia, lipy wiekowe,
Lasy, pola, sady i kurhany,
Gdzieniegdzie samotny krzyż stary,
Źródlana woda i powietrze zdrowe.

Więc wracam do swego Soplicowa,
Jak niegdyś zrywam kolorowe kwiatki,
Chciałabym zacząć wszystko od nowa.

Sonet X
Klejnot kresowej architektury –
Miasto Słowackiego – Krzemieniec
Wyrósł jak pięknych kwiatów wieniec
U stóp królowej Bony góry.

Cicho i sennie jak w marzeniach,
Wieże kościołów lśnią w słońcu
I wcale nie wiadomo w końcu
Czyj krok dzwoni na kamieniach.

Może to Salomea z Julkiem,
A może na głos sygnaturki
Euzebiusz do liceum śpieszy?

Przeszłość z teraźniejszością się brata,
A srebrna fala Ikwy płynie:
Wczoraj, dzisiaj i do końca świata.




Perepelniki

wtorek, 22 lipca 2014 21:43

Dwór biały kędyś w kraju, hen,
Obrosły dzikiem winem wpół,
Kamienny, mchem zasłany stół,
W stuletnich lipach pogwar pszczół,
Zapach rozgrzanych, zżętych ziół,
Śnił życia sen…

Złota pszenica, modry len,
Pachnącej hreczki miodny łan,
W kępie modrzewi święty Jan,
Tam to sam sobie będę pan,
Tam to mi kiedyś będzie dan.
Wśród starych, białych dworu ścian,
Mój szczęścia sen…

Ojczystej ziemi skwarek ten
Mam od wszelkiego chronić zła,
Póki mi serce w piersi drga,
I zdrowe mam ramiona dwa,
Jednego nie zmarnuję dnia,
Aż przeciwności pryśnie ćma,
Jako zły sen…

A kiedy śmierć mnie weźmie w plen,
Gdy wreszcie po szeregu lat
Przyjdzie pożegnać mi ten świat,
Spokojnie zamknę oczy, rad,
Że po mem byciu został ślad
I biały mi zaszumi sad
Na wieczny sen…

***

Skwarne, duszne, słoneczne, lipcowe południe –
Roztapia się w gorącu przestwór rozedrgany,
Słodka woń caprifolium bije od altany,
Rozkwitłe, herbaciane róże pachną cudnie.

Na dziedzińcu, skrzypiącą głośno, słyszę studnię,
Słoneczny zegar stoi zadumany,
Na gazonie, w kwitnących lipach, jak organy,
Gra chór pszczół niezliczonych, pracujących żmudnie.

Świeży, wonny, lipcowy miód pachnie z pasieki –
Bezwład mnie chwyta… Myśl ma plącze się leniwa…
Leżę na trawie… Przymykam z rozkoszą powieki,
Chwila goni za chwilą, czas wolno upływa.

Przeszła młodość beztroska, jak krzak róż w okwicie,
Przede mną, w swej powadze całej, stoi – Życie…

***

Nad polnej, krętej drogi wzniesiona rozdroże
Święta Anna, patronka żniw, stoi na straży.
Pogodny uśmiech zastygł na kamiennej twarzy,
Do stóp jej pełne kłosy kornie chyli zboże.

Łan złocistej pszenicy, szeroki jak morze,
Cichym się przed nią szeptem na swą dole skarży.
Coraz się bardziej zbliża barwny wąż żniwiarzy,
Błyskają w słońcu sierpów zakrzywione noże.

I zboże ulec musi przemożnej gromadzie!
Święta, żniwa powagę najlepiej rozumie
Pokotem las złocisty na ziemię się kładzie

Święta Anna, patronka żniw, stoi w zadumie,
Boleść niezmierna twarz jej bruździ dobrotliwą:
Dziś tu śmierć jeno sroga święci swoje żniwo!

***

Upalna, cicha, słodka, cudna noc czerwcowa!
Jaśminowych zarośli mdłe majaczą cienie;
Stuletnich lip aleja… Za czarne sklepienie
Srebrna tarcza księżyca powoli się chowa.

Wpół spróchniała, zmurszała ławka ogrodowa,
Świerszcz ćwierka…, W stawie żaby grają niestrudzenie,
Siano pachnie… Z łąk idzie wiatru chłodne tchnienie –
Ku ziemi mi się chyli ociężała głowa…

Duszna woń caprifolium bije od altany,
Niepostrzeżenie mija godzina szczęśliwa –
Starego dworu, z dala, srebrne błyszczą ściany,
Dusza ma w szczęśliwości morzu się rozpływa…

I przyszła krwawa, straszna wojna, na kształt gromu –
Czy też cię ujrzę jeszcze, o domu mój, domu?!

Ludwik Wolski



Wincenty Pol

wtorek, 22 lipca 2014 21:42

W starym zamku króla Jana
Był tam pokój w narożniku,
W okna biła zorza ranna
I stoliczek stał w kąciku.

Na nim pióro, kałamarzyk,
Kilka skryptów, książek parę,
A nad łóżkiem relikwiarzyk,
A przy łóżku krzesło stare…

Wielki komin murowany
Płonął nocą w drugim rogu,
Nad nim hetman stał surowy,
Co ojczyznę zlecił Bogu…


Biały dworek w Złoczowie

środa, 16 lipca 2014 8:43

Gdy dopadną mnie wspomnienia
Mój poznański świat się zmienia
Zamiast bloków, szyn, wypadków
Widzę sielski dworek dziadków

            Biały dworek pośród sosen
            Trwał w Złoczowie wiele wiosen
            W różnych świętach uczestniczył
            Adres: Kolejowa później Sienkiewicza

Przeżył burze i powstania
Urodziny, pożegnania
Chwile piękne, czas spokojny
Lecz nie przeżył drugiej wojny

            Babcię widzę jest na ganku
            Dziadzio w sędziowskim żupaniku
            Ciągle lwowskich gości korzec
            I z Czortkowa i z Podchorzec

Snują długie opowieści
O patriotycznej treści
Jak to prababcia Hermina
Ukrywała powstańców… W swoich krynolinach

            Lub jak Raul Koczalski mały
            Robił dziadkom mym kawały
            I Chopina na śniadanie
            Grał na dziadków fortepianie

Zacne państwo Skrowaczewscy
Dziadków odwiedzali chętnie
Nie wiedzieli, że ich synek
Będzie sławnym dyrygentem

            A w zimowe mroźnie dni
            Wszyscy na ślizgawkę szli
            Gdzie dziewczęta i kobiety
            Wciąż kręciły piruety

Dziś już ciche groby
Wiążą mnie z złoczowską ziemią
Może moje wnuki….. oby!
Zatęsknią za jej ziemią.

Katarzyna Próchnicka 1998


WSPOMNIENIA O MOJEJ WSI CZEREMOSZNI (pow. Złoczów)

niedziela, 13 lipca 2014 14:59


Gdy wracam pamięcią nad brzegi Bugu,
gdzie czeremcha i wierzby nad brzegiem wyrosły
Gdzie krowy się pasło na zielonym „ługu” ,
a w górach wyrosły graby, buki i sosny.

Wioska między dwoma górami położona,
środkiem rzeka malowniczo wpleciona
W środku wsi na wzniesieniu,
cerkiew wysoka, przy niej szkoła
leśniczówka, wiejski dom ludowy, łąki pola
I ten zapach, te kolory.

Tam łany białej gryki, miodem pachnące,
swoje liście prosto do ziemi chylące
i te poziomki z rosą, z leśnej polany
i ich smak i zapach, w świecie nie spotykany
O wsi moja, co nazwę od kwiatu czeremchy
dostałaś
dlaczego tak blisko sercu memu się stałaś.
Czym dalej od Ciebie, oddala mnie los.
tym droższy memu sercu, twój wspomnienia głos.

Nieraz we śnie przemierzam twe ścieżki i drogi,
idę brzegiem Bugu – otóż Białykamień
Podlaska Góra ze swym krzyżem na szczycie
Olesko, Ożydów, otóż i Podhorce,
gdzie Jan III Sobieski wyprawiał swe harce.
A może na odpust do Milatyna,
to trochę za daleko, ja mała dziecina,
i w drugą stronę pod wiatr łagodny, nastawię czoła.
Na odpust na Jacka pójdę do Złoczowa.

Z Białegokamienia, biały prowadzi gościniec,
pod Żulicką Górę, z kwiatów splotę wieniec
i tak pomału człap, człap, człap do Poczap
i nim po bokach rozejrzeć się zdołam,
już przed sobą widzę panoramę Złoczowa.

A może od domu co od trzema gruszami,
Nad brzegiem rzeki cichutko przycupnął,
pójdę pod prąd rzeki?
Która jak wstążka błękitnie wije się wśród zieleni,
żółtym piaskiem błyska, zakręca, rozwidla,
tworząc zakoliska, uroczy zakątek.

Bo tam rzeka Bug, bierze swój początek,
lecz jeszcze w Uszni, poruszyć młyn musi
I opłynąć Sasów na pewno się skusi.
A może od domu, ruszę na północ,
wyjdę na „dubynkę”, gdzie gęsi pasałam,
gdzie majowe wieczory pod figurą
„Ave Maria” – śpiewałam.

Ruszę laskiem koło Kapitańca domu,
by wyjść na „Świętą Górę”, bardzo stromą,
tam koło źródełka, u stóp Matki Boskiej,
powierzyć jej swoje zmartwienia i troski.

Popatrzeć w góry na te zbocza, bory,
one mnie w młodości uczyły pokory,
bo cóż ja, człowieczy robaczek nie tęgi,
wśród gór, ogromnych drzew i Boskiej potęgi.

Za Świętą Górą, wśród lasów, jest wieś garncarska
Hawreczna zwana, a może inaczej.
Tam lud lepieniem garnków się trudni
od dziada, pradziada, a co tam komu garnki,
powiecie
lecz lepszych nie było w złoczowskim powiecie
i tak wspomnienia lat młodości niteczki się przędą.
Już takie ze mną pozostaną, coraz milsze będą.

Katarzyna Dudzicka


NASZA ZIEMIA

sobota, 12 lipca 2014 12:04

Ej nie masz to Kraju,  
jak nasze Podole.   
Te sady, ogrody  
i te żyzne role. 
 I te bujne łąki, 
 jeziora, kotliny, 
 falujące góry, 
pagórki, doliny.   

Te łany i pola,  
co zbożem kołyszą,  
Te kwiaty i zioła 
 miłą wonią dyszą.  
Te drobne strumyki 
 szemrzą cichą piosnką. 
 Te rzeki, te stawy 
 co błyszczą przed wioską.   

I ten szum lasu,  
co żałośnie mruczy,  
ta zwierzyna dzika,  
co się tutaj tuczy,  
i ten szczebiot ptasi,  
co poi słuch ludzi 
i ta ruń zielona  
co się wiosną budzi.   

Te gaje okrągłe  
za wsią rozrzucone  
i te niskie chatki  
czysto wybielone.   
Te szlacheckie dwory   
i dworki ustronne,   
te kościoły, cerkwie,   
klasztory zakonne.   

I ten lud spokojny  
 cichy, pracowity.  
 I ta Ojców wiara,   
ten hart pospolity.  
I ta ufność Bogu   
wyznawana szczerze  
i to przywiązanie   
do swoich pasterzy.  

I te piosnki proste  
i dumki jak lutnie  
co słychać przy pracy  
wesoło i smutnie. 
I te pory roku  
co gdzieś w otchłań lecą, 
i te dnie, co w życiu  
człowiekowi świecą.   

Te gościńce, drogi  
i ścieżyny kręte.  
Te Kapliczki świętych  
 przy boku upięte.   
I to rozpostarte  
ramię Bożej Męki.   
I te na rozstaju  
wskazujące ręki.   

I ten śnieg bielutki  
co go każdy czuje.  
I ten mróz, co biednym   
na oknach rysuje.   
I te cmentarzyska,   
gdzie starzy i młodzi,   
gdzie puchacz po nocy   
swe trele zawodzi. 

Maciej Dayczak 

środa, 14 marca 2018

Zanurzam się

2013.03.15 05:55:39

Marta Gdula - Żukowicz

Nieśpiesznie mijam
niezbyt odległą przeszłość
pełną buro – kolorowych zdjęć
moich najbliższych
przyjaciół znajomych
jest jeszcze we mnie
tamta radość zdziwienie
rozczarowania miłość i bunt

Teraz dzieciństwo
z poszarzałych zdjęć
figlarnie zerka
uśmiechnięta twarz
pucułowatej dziewczynki
z kotkiem na rękach
w krakowskim stroju
z siostrą i mamą w Iwoniczu
z ojcem nad morzem
w śmiesznie opadającym opalaczu

Po dłuższej chwili
opuszczam ten Eden
by zagłębić się z ciekawością
w coraz odleglejsze rejony
sepiowych zdjęć moich rodziców
ich bliskich i znajomych
znanych mi czasem
tylko z opowiadań

Docieram w końcu
do strzępów faktów i dat
z życia moich pradziadków
na podstawie których
ze zdumieniem stwierdzam
że rodzinny dom praprzodków
stał zupełnie gdzie indziej
niż sądzono a prababka po mieczu
Konstancja Kimlowska
urodziła się równo sto lat przede mną

komentarze: 1 

Niezapomniane miejsca

2013.03.14 17:30:32 

Marta Gdula - Żukowicz

We wspomnieniach mamy
Zbaraż, Chocim, Beresteczko
miały smak smażonych kurczaków
przygotowanych na drogę
przez troskliwą matkę

Brzmiały beztroskim śmiechem
rozbrykanej szkolnej dziatwy
kłębiącej się wokół przewodnika
i popijającej nieuważnie
cichcem pochłaniane kanapki
haustami łykanej przy okazji historii

Dla mnie są one przede wszystkim
na zawsze utraconym rajem
jej najbliższej kresowej ojczyzny
na dźwięk której
oczy odzyskiwały blask
twarz rozjaśniała się uśmiechem
a przywoływane wspomnienia
cisnęły się kaskadami na usta

Moi synowie
dzięki lekturze „Trylogii”
pamiętają je jako miejsca
sławy polskiego oręża
kiedy byliśmy
chrześcijańskim przedmurzem
chroniącym Europę
przed najazdami ze wschodu

A czym będą one w dobie
wirtualnych rzeczywistości
dla moich wnuków?

komentarze: 0 

poniedziałek, 12 marca 2018

DUMKA PODOLSKA

poniedziałek, 04 lutego 2013 8:04

 

Stanisław Starzyński

Dumka Podolska


Na wschód patrząc swym zwyczajem,
Czego płacze to pachole?
Tęskni pono za swym krajem,
A tym krajem jest Podole.
A w tym kraju jest włość skromna,
A w tej włości miły domek
I kochanka tam niepomna,
Że ją kocha tęskny ziomek.

Otarł oczy, westchnął z cicha,
Przeklinając swą niedolę,
Ciągle za swym krajem wzdycha,
A tym krajem jest Podole.
A w tym kraju jest włość skromna,
A w tej włości miły domek
I kochanka tam niepomna,
Że ją kocha tęskny ziomek.

http://youtu.be/LwYDmOgHJ7w


STARY DWORZEC MODRZEWIOWY

2013.02.04 04:29:23


Stary dworzec modrzewiowy
Stał na Kępie – wkoło wody
Były sady i ogrody
W dali łąki i dąbrowy …

Smukłe świerki nad sadami
Były widne już z daleka
A za sadem i lipami
Był tam futor i pasieka.
Wincenty Pol - Złoczów

Suplement
Stary dworzec modrzewiowy
Już od dawna nie istnieje
Nie ma sadów ni dąbrowy
Zaś w pamięci mej przetrwało
Wzgórze zwane kiedyś „Kępą”.

Na tym wzgórzu rosły drzewa
Stare klony i kasztany
Wśród nich dróżki białe wiodły
Słychać było ptaków śpiewy
i radosną dzieci wrzawę.

Dziś już nie ma wzgórza „Kępa”
Spychaczami go zepchnięto -
Stoją dzisiaj gmachy wielkie –
o przeszłości zapomniano.

roma

komentarze: 0 

niedziela, 11 marca 2018


Fragment "Pieśni o ziemi naszej" - Wincentego Pola

piątek, 20 kwietnia 2012 18:42

[...]
Jasne słońce nad Podolem!
Po parowach kraj się zboczył;
Wielkim łukiem czy półkolem
Dniestr ku morzu się zatoczył...

Jarem, jarem za towarem;
Obłogami za wołami,
Manowcami za owcami -
Pobereżem na Podole,
A w Podolu jak w stodole!

Jak zaległy ziemie boże,
Przebież kraje, przerzuć mole,
Zjedź świat cały, przepłyń morze,
Nie ma kraju nad Podole!
Jak zasięgnie tylko oko
I daleko, i szeroko,
Świat kłosami tylko płynie
I w obszarach oko ginie...

Tu kraj cały jednym łanem
I nadany wszelkim płodem;
Płynie mlekiem, płynie miodem;
A lud cały wielkim panem!

Ziemie czarme, niepochybne,
Pasze żyzne, wody rybne,
Mało wprawdzie trochę lasa,
Ale za to chleb do pasa!
Z rolą człek się tam nie kłopi,
Słomę pali, nawóz topi
I co zmoże, w skład wyorze,
A jak umie, Boga chwali!

Kilkoletnie sterty, brogi
W toku z laty poczerniałe,
Jak miasteczka stoją małe,
Niestrzeżone, na obszarze -
I na polu skot w koszarze,
Co zabiela dniem rozłogi.
A skot bywa szerści siwéj,
A koń bywa gęstej grzywy,
Nóg żelaznych, twardej skóry,
Bez narowu, lecz ponury.

Za okopem lub za płatem
Wsie zamknięte kołowrotem;
A choć rzadkie, duże, syte,
Chaty czysto wymuskane,
Strzechy grubo, równo szyte,
Drogi rowem okopane.

Kiedy spuścisz się ku wodzie,
Tyś zajechał niby w góry:
Skała żebrem wzrok ubodzie,
Brzegowiska istne mury;
Po nich pnie się zarośl młoda,
Z nich urwisko skał opadło,
Na łotokach szumi wada,
A staw czysty jak zwierzciadło!
Lecz gdy wymkniesz się z parowu,
Skały znikną, szum nastanie,
Jakbyś był na stepie znowu,
Równo, cicho znów na łanie...

Cicha - jednak niby ludno:
Wszędy zboża, wszędy krzyże,
Konik polny piosnkę strzyże,
O mogiłę też nie trudno...

Kłosy płyną w lekkiej fali,
A gdzieś widne w sinej dali
Brzozy smutne i powiewne,
I dąbrowy starodrzewne...

A i ludu wdzięczne lica,
Boć to czysto, biało odzian,
Jak dąb młody rzeski młodzian,
A dzieweczka - jak pszenica!

W chacie też to człeka radzi
Bogiem, chlebem witać w progu;
I Bóg gościa spać prowadzi,
I na drogę zlecą Bogu.
[...]




Piękny wiersz Mariana Hemara.

piątek, 20 kwietnia 2012 18:19

"O to się modlę dziś i w każdej porze – Polskę Podolską wróć nam – Panie Boże!"

opublikowano: 15 października, 17:15

 

 



Wizerunek Najświętszej Marii Panny w Tynny na Podolu. Za: Sokołowski, Historia Polski, rok wydania 1901. Fot. wPolityce.pl

Autor był Żydem ze Lwowa, w obronie którego walczył w latach 1918 - 1920.  Chrzest katolicki przyjął w wieku dorosłym.
Kłaniam się Tobie...

Kłaniam się Tobie – Ziemio Podolska
Moja Ojczyzno – Ziemio Tarnopolska
Mlekiem i miodem obficie płynąca,
Wszelakim dobrem swoich gleb słynąca!

Witam Cię – Ziemio Ty niezapomniana
Od Miodoborów po Wały Trajana.
Od progów Lwowa do rumuńskich granic,
Od nurtów Lipy do zbruczańskich stanic.

Ty – Radziechowska, Brodzka, Złoczowska;
Ty – Przemyślańska, Brzeżańska, Zborowska;
Ty – Trembowelska; Ty Kopyczyniecka;
I Ty - Czortkowska i Ty – Podhajecka.

Ty – Husiatyńska i Ty też – Skałacka;
I Ty – Borszczowska i Ty też – Buczaczcka.
Witam Cię również – o ziemio szampańska,
Ty Zaleszczycka, moja – Naddniestrzańska.

Kłaniam się polom, sadom, lasom, gajom;
Kłaniam się niwom pszenno – buraczanym,
Słonecznikom i polom hreczanym!

Witam Cię – Ziemio Jedyna, Podolska,
Choć dziś nie moja, ale zawsze polska!
Witam – choć z dala od kresowych stanic,
Poprzez zasieki narzuconych granic.

Kłaniam się Tobie – Tarnopolski Grodzie
Perło Korony na Kresowym Wschodzie,
Co niczym matki opiekuńcze dłonie
Dzierżysz Podole w pieczy i obronie.

Mój Tarnopolu! Ty Grodzie Cierpienia!
Witam Cię miasto mego urodzenia!
Miasto wielekroć do piwnic burzone-
Zawsze, jak Feniks, z popiołów wskrzeszone.

Witam Was – Miasta, w których przebywałem,
W których i Wiarę i Wiedzę czerpałem.
W których wzrastałem, kochałem, cierpiałem,
Do których teraz wracam sercem całym.

Wspominam Zborów – oazę spokoju,
W którym ruszyłem do wiedzy podboju.
Wspominam miasta dziecięcych radości
I pierwszych odczuć Dobra i Miłości.

Ze łżą wspominam miasta później bliższe,
Gdy zaczynałem loty mędrsze, wyższe
Gdzie otrzymałem duszę już dojrzałą,
Gdzie to co wziąłem – we mnie pozostało.

O Zaleszczyki! Miasto słońca, wina,
Gdzie wzrósł na męża niesporny chłopczyna.
Miasto wsród Dniestru przeuroczych jarów,
Słynne przyrody, wszechbogactwem czarów.


W którym przeżyłem Czas Udręczenia,
Zsyłek i więzień, mordów, upodlenia,
Miasto, coś przeszło Wrześniem w dziejów kartę,
Wnosząc tych czasów znamię niezatarte.

Witam Cię Ludu Mej Podolskiej Ziemi,
Coś zniewolony układami złymi,
Podjął tułaczkę na Zachód daleki,
Chociaż prapolski – niemczony przez wieki.

Zabrał w tę drogę oznaki polskości
I je umieścił z dala od swych włości,
Tyś je ocalił z życia narażeniem
I uratował przed dzikim zniszczeniem.

Dziś nie podolskie już zdobią kaplice
Obrazy, świątki, figury, tablice-
A jednak daje to nam wielką wiarę,
Że kiedyś wrócą na swe miejsca stare.

I tu Was witam, z dala od Podola,
Skoro jest taka Opatrzności wola,
Choć z naszych dziedzin w trudzie przeniesione,
Ale wśród bliskich sobie serc złożone.

Witam Cię Pani nasza – Jazłowiecka!
Mario Czortkowska i Winiutyniecka.
Witam Was wszystkie i Jedną zarazem,
Tutaj, gdy klęczę w przed Twoim Obrazem –
W Dominikańskiej, stołecznej świątyni.

Wierzę, że kiedyś Bóg ten cud uczyni,
Że wrócą wszystkie Obrazy i Świątki,
W Im przynależne miejsca i zakątki –
Tam w naddniestrzańskie strony tarnopolskie,
I będą zdobić znów ziemie podolskie.

Wierzę, że jeśli taka Boska Wola –
Pozwoli wrócić na Ziemię Podola.
O to się modlę dziś i w każdej porze –
Polskę Podolską wróć nam – Panie Boże!

23 września 1986 r. , Marian Hemar