Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 marca 2018

Powroty na Kresy

2015.09.05 20:26:36

Wrzesień 2004

„Konkursy Recytatorskie Poezji Polskiej na Podolu, Pokuciu i Zakarpaciu, promujące poezję: Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zbigniewa Herberta, Czesława Miłosza, Wisławy Szymborskiej, Cypriana K. Norwida, Tadeusza Różewicza, Skamandrytów organizowaliśmy od 1997 r. Młodzież pełna entuzjazmu i chęci do pracy. Obserwowaliśmy jak z roku na rok podnosił się poziom warsztatu recytatorskiego młodzieży i radość nauczycieli prowadzących podopiecznych. Kilka lat owocnej pracy i jedziemy do Lwowa na zapowiadany finał Konkursu Recytatorskiego poezji Konstantego I. Gałczyńskiego. Do Lwowa zaproszono wszystkich laureatów z poprzednich konkursów, a było ich sporo. Grupie jurorów przewodniczy Krzysztof Orzechowski, dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, a wraz z nim kilkadziesięcioro finalistów oceniali Anna Dymna, Kira Gałczyńska, Teresa Starmach - „Wspólnota Polska”, Barbara Folwarczna - aktorka i choreograf z bielska – Białej. Ja się wymówiłem, bo miałem opuchnięte kolano od upadku, a na domiar w teatrze we Lwowie, tuż przed przesłuchaniem spadłem ze schodów uderzając tym bolącym kolanem o schody, a żeby było jeszcze ciekawiej, to trawiła mnie jakaś infekcja i byłem do niczego. Szkoda, później żałowałem, ale o tym za chwilę.

Wielogodzinne przesłuchania i wreszcie ustalenie laureatów finału, rozdanie dyplomów i nagród.
I miejsce przyznano 9. letniemu uczniowi z Borysławia, bo miał taki ładny wschodni zaśpiew?
II miejsce zdobyła Maria Sira z Kamieńca Podolskiego za „NA DZIWNY A NIESPODZIEWANY ODJAZD POETY KONSTANTEGO”. Kolejnymi miejscami podzieli się: Andrzej Rozowski i Krystyna Dubina z Kamieńca Podolskiego, Jowanna Melniczuk i Ewelina Górnicka z Użgorodu, Natalia Dyptan z Borysławia, Julia Bezdil ze Stanisławowa, Irena Brunda z Czortkowa, i Łesia Proń z Kałusza – nie sporządzono protokołu, a nie wiele zapamiętałem.Ból kolana i infekcja sprawiły, że nie brałem aktywnego udziału w jury i tu pierwsze potknięcie, nie poproszono do jury dyr. teatru p. Chrzanowskiego, drugie, niespodziewanie Anię Dymną zauroczył zaśpiew chłopca z Borysławia i przyznano mu I miejsce i wszystkie nagrody powędrowały do niego, a było ich sporo i cenne, Pozostali otrzymali tylko dyplomy, które jury zapomniało podpisać i tom poezji Konstantego I. Gałczyńskiego. (na dyplomach był tylko mój podpis złożony wcześniej z pieczęcią „Klubu Złoczowskiego”). Szkoda, że nie było naszej „Żelaznej Damy” Elżbiety Mach. Elżbieta dopilnowałaby przebieg finału w sposób profesjonalny - ma doświadczenie z pracy w teatrze.

Konkurs został zakończony i w pobliskim kościółku, w pięknej scenerii rozpoczyna się „Spotkaniem z polską poezją i muzyką”. Poezję Gałczyńskiego i Słowackiego czytają Anna Dymna i Krzysztof Orzechowski, a uczestniczka konkursu Ewelina Górnicka, lat 16 z Użgorodu z dużym wdziękiem recytuje wiersz K. I. Gałczyńskiego „Jedenaście kapeluszy” oraz wiersz Juliusza Słowackiego „W pamiętniku Zofii Bobrównej”. Wystąpiła też z recitalem fortepianowym Maria Baka–Wilczek z Krakowa, która wykonała utwory Chopina, Paderewskiego, Szymanowskiego, Lutosławskiego, a p. Kira Gałczyńska podzieliła się wspomnieniami z domu rodzinnego, przybliżając postać Konstantego I. Gałczyńskiego w jego twórczości i w życiu prywatnym. Są podziękowania, są też kwiaty.
Konsul RP we Lwowie p. Marek Maluchnik w bardzo ciepłych słowach dziękuje wykonawcom i organizatorom imprezy za bardzo udany i wzruszający wieczór. Co prawda atmosfera spotkania w kościółku była bardzo gorąca, ale niestety w udział wzięło jedynie około stu osób w podeszłym wieku. Jak na kilkunastotysięczną lwowską polską społeczność powiedziałbym „liczba zdumiewająca, żeby nie użyć słowa –żenująca”. Brak było zupełnie młodzieży z polskich szkół we Lwowie, one przede wszystkim powinny być zainteresowane takim niecodziennym wydarzeniem kulturalnym. Brak było także liderów i działaczy lwowskich polskich organizacji, co wywołało nie małe zaskoczenie wśród gości przybyłych z Polski, zauważyłem też duży smutek na twarzy dyrektora Teatru Polskiego p. Orzechowskiego. Chociaż był to dzień wolny od pracy (sobota) i odpowiednia pora – godz. 17:00, a „Spotkanie z polską muzyką i poezja” zapowiadane było przez Polskie Radio we Lwowie przez kolejne dwie soboty poprzedzające imprezę (informowała red. Anna Gordijewska) zainteresowanie było znikome. O „Spotkaniu z Polską Poezją i Muzyką” informowały plakaty w języku polskim i ukraińskim rozmieszczone w szkołach, kościołach, siedzibie T.K.P.Z.L. i innych instytucjach użyteczności publicznej. Tym zajął się p. Alfreda Klimczaka - przedstawiciel Teatru Polskiego we Lwowie.Po siedmiu latach pracy finał we Lwowie miał być benefisem dla uczestników wszystkich konkursów recytatorskich i gala rozdania nagród laureatom. Tak się nie stało. Zawiodła organizacja i lwowska społeczność polska. Tego nie przewidzieliśmy. Jakże odmienne było spotkanie w Krzemieńcu. Niespełna 300 osobowa społeczność Krzemieńca stawiła się a auli miejscowej szkoły muzyczne. Sala była wypełniona, gdzie jest ok. 200 miejsc siedzących. Szkoda, że tam nie zaplanowano finału konkurs w dniu 4 września dniu urodzin Juliusza Słowackiego, gdzie co roku spotykają się poeci i pisarzy polscy i ukraińscy a udział Anny Dymnej i Kiry Gałczyńskiej byłby okrasą zjazdu pisarzy. Na 5 września zaplanowano spotkanie z Polską Poezją i Muzyką w Krzemieńcu. Do Krzemieńca jechaliśmy przez Busk, Olesko i Brody. Ania Dymna urodziła się wprawdzie wiele lat po wojnie w Legnicy, ale jej dziadkowie i matka przed wojną mieszkali w leśniczówce gdzieś za Brodami. Przypomniałem to Ani –odpowiedziała już się pomodliłam. W Krzemieńcu niespodzianka spotkanie odbyło się przy nadspodziewanie licznej ok. 200 osobowej wspaniałej widowni, na czele z proboszczem tamtejszej parafii i przedstawicielami miejscowych władz oświatowych. Wdzięczność mieszkańców Krzemieńca za przyjazd krakowskich artystów, wyrażona została szczerymi łzami. Były też kwiaty i autografy. Jak oni to przeżywali, jak głęboko zakorzeniona w nich jest polskość.

Po występie aktorów odbył się koncert fortepianowy p. Marii Baki. W programie było też zwiedzanie kościoła rzymskokatolickiego p.w. św. Stanisława, w którym jest pomnik Juliusza Słowackiego oraz odnowionego już muzeum Juliusza Słowackiego. Odrestaurowanie zabytkowego domu planowano już u schyłku XX wieku, lecz względy ekonomiczne zdecydowały, że odnawianie rozpoczęło się dopiero w 2001 roku, a zakończyło w maju 2004. Wtedy, po blisko dwóch wiekach, miejsce to stało się ucieleśnieniem marzeń Słowackiego o domu w Krzemieńcu. Spotkaliśmy się też w domu bardzo sędziwej p. Ireny Sandeckiej, nestorki społeczności polskiej (93 lata), która przez wiele lat była podporą polskości w Krzemieńcu i jak mówią działacze tamtejszej organizacji polskiej do dziś bez jej akceptacji nie sposób podjąć jakiejkolwiek decyzji..
Goście z Polski byli oczarowani Krzemieńcem, gościnnością mieszkańców, dbałością o zabytki i podtrzymywaniem tradycji polskich. Przyrzekali, że na pewno jeszcze przyjadą. Niestety - jak to bywa w życiu „obiecanki cacanki a…” – nie przyjechali.
To był ostatni konkurs recytatorski realizowanym przez „Klub Złoczowski”. Dalsze kontynuowanie przekazaliśmy Krakowskiemu Oddziałowi Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Konkursy już nie miały takiej oprawy artystycznej, wiadomo to duże koszty. Wszystko co robiono wcześniej, było robione społecznie. Nawet środki finansowe na nagrody trzeba było wywalczyć.
Organizowane konkury pozwalają na bezpośredni zetkniecie się z klasyką polskiej literatury i pogłębienie o niej wiedzy. Wspaniały był kontakt z młodzieżą, z pokorą przyjmowali porażki i z wdzięcznością odbierali nagrody. Wszyscy otrzymywali dyplomy i życzono im sukcesu w kolejnym konkursie.

Po powrocie do kraju p. Kira Gałczyńska w obszernym tekście „Lwowskie godziny” napisała: (cytuję fragmenty - pełny tekst zamieszczony został w książce Powroty na Kresy – seria reportaży 1997 – 2006, Tom II, Biblioteka Złoczowska, Kraków 2008)
…zostałam zaproszona przez Klub Złoczowski na finały VII Konkursu Poezji i Prozy Polskiej, w którym ponad trzydziestka uczniów polskich szkół podstawowych i ponadpodstawowych z Borysławia, Złoczowa, Krzemieńca, Kamieńca Podolskiego, Czortkowa, Stanisławowa, Kałusza, Doliny, Bolechowa, Kołomyi, Użhorodu trudno tu wymienić wszystkie miejscowości – mówiła polską poezję, tym razem wybrane utwory Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Juliusza Słowackiego…
…młodzi dopisali, nie zawiedli, to oni ten kolejny trudny egzamin zdali znakomicie. Jeśli coś, według mnie, zazgrzytało to, to, że nie przyszli na niezwykły koncert poetycki w wykonaniu Anny Dymnej i Krzysztofa Orzechowskiego, wzbogacony o recital pianistyczny Marii Baki-Wilczek. Wieczór niezwykły i wzruszający pod każdym względem! A przecież obecność tych dwojga artystów (a szczególnie Anny Dymnej, którą nazywam instytucją poetycką w polskim teatrze współczesnym, choćby ze względu na jej miłość do poezji, co w dzisiejszych czasach nie jest ani codziennością, ani tym bardziej realizowaną wśród aktorów praktyką), tworzyła wprost niebywałe okazje i możliwości. I – aż trudno uwierzyć! – nikt z tego nie skorzystał! Zadziwił mnie także brak widzów – słuchaczy, Polaków, których we Lwowie nie brakuje. Co sprawiło brak zainteresowania mediów? Jestem przekonana, że podobnie niezwykłe imprezy nie odbywają się we Lwowie, co tydzień, więc dlaczego takie małe zainteresowanie młodzieży z polskich szkół!? W czasie rozdania nagród i w koncercie poetyckim wziął udział Konsul tamtejszego konsulatu polskiego, natomiast zupełnie zabrakło przedstawicieli lwowskich organizacji polskich. Dlaczego imprezę zignorowano? Coś niedobrego dzieje się wśród tamtejszej społeczności polskiej!...
…jeszcze jeden osobisty akcent. Po przesłuchaniach, po rozdaniu nagród (a były pod każdym względem imponujące, zaś dla mnie szczególnie miłe, bowiem każdy z uczestników otrzymał tom poezji K.I.G.) podeszła do mnie Maria Sira z Kamieńca Podolskiego i wręczyła mi rękopisy wierszy, które pisze od kilku lat. Był to najbardziej wzruszający dla mnie gest: szlachetnie prosty, piękny i tak niespodziewanie bogaty, bo obdarowujący mnie zaufaniem. Czy nie nadmiernym? Wiersze Marii stanowią dla mnie najbardziej niezwykłą pamiątkę moich lwowskich godzin. Dziękuję Ci za nią, Mario…

No cóż, powiem tylko gorzka prawda.

komentarze: 4 

Powroty na Kresy

2015.09.05 20:26:13

Maj 2004

VII Konkurs Recytatorski Poezji i Prozy Polskiej na Ukrainie pod hasłem: Rok 2004 Rokiem Konstantego I.Gałczyńskiego w Polsce i Rokiem Polskim na Ukrainie.
Opiekę artystyczną zapewnił Związek Artystów Scen Polskich – Oddział Kraków, opiekę medialną przyjęło Radio Małopolska SA, organizatorem jest Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” i „Klub Złoczowski”.
 
W Głosie Nauczyciela Nr 5-10/2003, wydawanym w Chmielnickim, podano warunki udziału i szczegółowy harmonogram eliminacji w poszczególnych ośrodkach oświatowych. Eliminacje odbyły się:
Mościska - Szkoła Polska Nr 1 ul. 16 Łypnia, 22 maja dla młodzieży z Mościsk, Strzelczysk, Sambora, Sąsiadowic, Borysławia, Truskawca, Stryja, Drohobycza, Żydaczowa, Jaworowa, Żółkwi;
Złoczów, Szkoła Średnia Nr 3, ul. Mazepy 3, 23 maja dla młodzieży ze Złoczowa, Brodów, Krzemieńca, Kamionki Buskiej, Tarnopola;
Czortków - Szkoła Sobotnia Języka Polskiego, ul. Mystecka 2, 25 maja dla młodzieży z Czortkowa;
Kamieniec Podolski - Naczelny Kompleks Wychowawczy Nr 13, ul. Puszkińska 5, 26 maja dla młodzieży z Kamieńca Podolskiego, Gródka Podolskiego, Czerniowiec;
Stanisławów, Szkoła Średnia Nr 3 (Iwano-Frankowsk) ul. Franki 14, 27 maja dla młodzieży ze Stanisławowa, Kałusza, Doliny, Bursztyna, Bolechowa, Otynii, Bohorodczan, Nadwórnej, Kołomyi;
Użgorod - Szkoła Średnia Ogólnokształcąca Nr 5 im. Ks. Prof. J.Tischnera, ul. Kijewska Nabereżna 16, 29 maja dla młodzieży z Użgorodu i Zakarpacia.
Młodzież dopisała. Eliminacje przeprowadzono sprawnie. Jury zakwalifikowało 30. osób do finału, który odbędzie się we Lwowie.

komentarze: 0 

Powroty na Kresy

2015.09.05 20:25:41

Maj 2003

15 – 17 maja 2003 r. to już VI Konkurs Recytatorski Poezji Polskiej. Temat: Skamandryci. Zmagania konkursowe będzie oceniało jury w składzie: przewodnicząca Zinajda Zagner-Jakimiec – aktorka, Zofia Pogudz – muzykolog, Roman Maćkówka – prezes „Klubu Złoczowskiego”, Władysław Skwirut – wykładowca Wydz. Muz. Uniwersytetu Rzeszowskiego, Elżbieta Mach – były zastępca dyrektora Teatru Ludowego w Krakowie. Mecenat sprawuje Gmina Kraków, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska Oddział w Krakowie, organizator „Klub Złoczowski” z siedzibą w Krakowie.
Przesłuchania uczestników konkursu odbędą się: 15.05.2003 (czwartek) godz. 14.00 – Szkoła Polska w Mościskach, dla młodzieży z regionu Przygranicznego; 15.05.2003 (czwartek) godz. 17.00 – Szkoła Średnia nr 3 w Stanisławowie, dla młodzieży z regionu Przykarpackiego, Pokucia i Zakarpacia; 16.05.2003 (sobota) godz. 9.00 Szkoła Średnia nr 3 w Złoczowie, dla młodzieży z regionu Tarnopolskiego i Chmielnickiego - o godz. 11.00 przywidziany jest finał konkursu, występy laureatów i program artystyczny. Do Mościsk ruszamy 15 maja wczesnym rankiem. W autokarze sennie. Jesteśmy na granicy. Odprawy celne odbyły się bez długiego wyczekiwania. Jesteśmy już w Szagini po stronie ukraińskiej. Stąd do szkoły w Mościskach bardzo blisko. Szkołę zbudowano i wyposażono ze środków finansowych Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Wita nas pani dyr. Teresa Teterycz. Obecni są: Kurator Wydziału Oświaty Osyp Haczak i inspektor Anna Stecyna. Ze Lwowa przyjechała przedstawicielka Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie, poetka i dziennikarka Krystyna Angielska.

Do konkursu zgłosiło się 23. uczestniczek i uczestników z Użgorodu, Borysławia, Strzelczysk i Mościsk, W kategorii do lat 14 przyznano: I miejsce Annie Majchrowicz z Mościsk – J. Tuwim „Nauka”; II miejsce ex aequo Iwonie Bałuch z Mościsk – J. Tuwim „Bambo” i Markowi Kuzykowi z Borysławia – A. Słonimski „Ojczyzna”; III miejsce Olkowi Solarowi z Borysławia – L. Staff „Mowa Ojczysta”. W kategorii od lat 14 przyznano: I miejsce Juliannie Melniczuk z Użgorodu – J. Lechoń „Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczy główne”; II miejsce ex aequo Natalii Dyptan z Borysławia – J. Tuwim „Kwiaty Polskie” i Elżbiecie Solibie z Mościsk – J. Lechoń „Spotkania”.
Jeszcze tego samego dnia ruszam na nocleg do Stanisławowa, gdzie zgłoszono 60. uczestników ze Stanisławowa, Kałusza, Kołomyi, Nadwórnej, Doliny, Cieniawy, Bohorodczan i Otynii.
Przesłuchania odbywają się w Szkoły Średniej nr 3. Zainteresowanie konkursem bardzo duże. Na sali około 150 osób (nauczyciele, opiekunowie i rodzice) Wszystkich powitała Dyrektor Swietłana Dołgowa. Szybko i sprawnie przeprowadzono konkurs. Podziękowania należą się prezes Towarzystwa Kultury Polskiej im. F.Karpińskiego p. Wandzie Siergiejewej. Zainteresowanie bardzo duże, około 150 widzów. Wszystkich powitała Dyrektor Swietłana Dołgowa. W grupie do lat 14 przyznano: I miejsce Janinie Kisielowej ze Stanisławowa – J. Tuwim „Pan Maluśkiewicz i wieloryb”; II miejsce ex aequo Tatianie Salij ze Stanisławowa – J. Tuwim „Lokomotywa”, Anastazji Atamańczuk z Kałusza – J. Tuwim „Ptasie Radio” i Oli Bodnar z Doliny – J. Lechoń „Matka Boska Częstochowska” W grupie od lat 14 przyznano: I miejsce Romanowi Nosan z Kałusza – J. Lechoń „Hymn Polaków na Obczyźnie”; II miejsce ex aequo Lesi Proń z Kałusza – J. Lechoń „Spotkanie” i Julii Bezdil ze Stanisławowa – J. Lechoń „Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczy główne”; III miejsce Irenie Nadgar z Bohorodczan – A. Słonimski „Smutno mi Panie” Specjalne wyróżnienie zdobyła Julia Siemianow z Nadwórnej za poezję śpiewaną – J. Lechoń „Nokturn”. Sama napisała muzykę do wiersza i akompaniując sobie na gitarze wyśpiewała tekst pełen nostalgii. Jury miało bardzo duże trudności w ustaleniu kolejności miejsc oraz wyróżnień, ponieważ uczestnicy prezentowali wyrównany poziom. Jury było zgodne jednak w ocenach pierwszych miejsc, a mała Janina Kisielowa była wprost bezkonkurencyjna. Znakomita interpretacja i aktorstwo wręcz zauroczyło jurorów.

17.05.2003 – Złoczów

Szkoła Średnia nr 3, dyrektor szkoły Wasyl Lubieniecki przywitał serdecznie delegację z Oławy, Krakowa oraz licznie zgromadzoną młodzież i osoby dorosłe. Obecni byli przedstawiciele miasta Złoczowa – Mer IlliaTymkiw, Sekretarz Miasta Mirosława Babińska, przedstawiciel Ośrodka Kultury Wasyl Turdiu oraz Burmistrz Miasta Oławy (miasta partnerskiego) Franciszek Październik z delegacją z Oławy, zaś z Krakowa przedstawiciele Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, „Klubu Złoczowskiego” i Radia Kraków. Przed konkursem wystąpiła złoczowska młodzież. Przedstawiła własny program artystyczny składający się z ukraińskich i polskich piosenek. Uroczystego otwarcia konkursu dokonali burmistrzowie Złoczowa i Oławy oraz Prezes „Klubu Złoczowskiego. Burmistrz Oławy przekazał szkole komputer z kompletnym oprzyrządowaniem. Rozpoczęło się przesłuchanie młodzieży z Krzemieńca, Kamieńca Podolskiego, Czortkowa, Brodów i Złoczowa – 40 osób.

W grupie do lat 14 przyznano: I miejsce ex aequo Andrzejowi Dediu z Krzemieńca – J. Tuwim „Kwiaty Polskie” i Nadii Pawłowej z Kamieńca Podolskiego – J. Tuwim „Nauka”; II miejsce ex aequo Janinie Kozaczenko z Czortkowa – J. Tuwim „Nauka” i Tani Czerneckiej z Kamieńca Podolskiego – J. Tuwim „Ptasie Radio” W grupie od lat 14 przyznano: I miejsce ex aequo Andrzejowi Rozowskiemu z Kamieńca Podolskiego – J. Tuwim „Colloquium niedzielne na ulicy” i Oli Szakalskiej ze Złoczowa – J. Lechoń „Jacek Malczewski”; II miejsce ex aequo Irenie Brunda z Czortkowa – J. Tuwim „Przebaczenie” i Władysławowi Rozowskiemu z Kamieńca Podolskiego – J. Lechoń „Hymn Polaków na Obczyźnie”; III miejsce Ninie Kamniewej z Krzemieńca – J.Lechoń „Piłsudski” Po zakończeniu konkursu wystąpiła aktorka Zinajda Zagner-Jakimiec w recitalu „Jutro będzie lepiej” J. Tuwima. Był to fragment kabaretonu złożony z wierszy i piosenek. Akompaniował Władysław Skwirut oraz zespół muzyczny „Promyki Krakowa” pod kierownictwem Romy Krzemień. Na finał przybył proboszcz parafii złoczowskiej ks. Leszek Pankowski. Młodzież otrzymała na pamiątkę zdjęcia ołtarza kościoła złoczowskiego.W finale konkursu wystąpili laureaci z Mościsk, Stanisławowa i Złoczowa – 9 osób. I miejsce zdobył Andrzej Rozowski z Kamieńca Podolskiego – prowadzący nauczyciel mgr Ewa Link; II miejsce ex aequo Ola Szakalska ze Złoczowa – przygotowała się indywidualnie, i Julianna Melniczuk z Użgorodu – prowadzący nauczyciel mgr Anna Teresa Górzyńska; III miejsce Julia Siemianow z Nadwórnej. W sumie w konkursu uczestniczyło 113 osób. Według kart zgłoszeń było więcej, ale młodzież złoczowska pojechała do Lwowa, na konkurs poezji Marii Konopnickiej. Terminy i warunki konkursu przekazano szkołom już w listopadzie 2002 r. Szkoda, że organizatorzy ze Lwowa nie dali szansy młodzieży złoczowskiej wzięcia udziału w obu konkursach. Konkursy można było zaplanować w nienakładających się terminach.

Laureaci I miejsca w kategorii do 14 lat i powyżej 14 lat otrzymali dyktafony wysokiej klasy i jak w latach ubiegłych, zaproszeni zostali na tygodniowe warsztaty teatralne do Centrum Młodzieży im. dr H. Jordana w Krakowie. Sponsorami nagród byli: BRUK-BET z Niecieczy – Główny sponsor, Federacja Gmin i Powiatów Małopolski, Wydawnictwa Universitas, ZNAK, BUMA – SYSTEM SA, Radio Kraków SA oraz Urząd Miasta Oławy i „Klub Złoczowski”. My pozostajemy w Złoczowie jeszcze następnego dnia. Wcześniej do mnie do Krakowa zadzwonił Konsul RP we Lwowie p. Maluchnik i prosił o powiadomienie go kiedy będę Złoczowie, bo chce ze mną pojechać do Brodów do przewodniczącego administracji rejonowej w sprawie przyspieszenia przeciągających się uzgodnień projektu pomnika w Hucie Pieniackiej. W przyszłym roku 28 lutego przypada 60 rocznica tragicznych wydarzeń w tej wsi. Potomkowie ofiar należą do „Klubu Złoczowskiego”, którego jestem prezesem. Jestem upoważniony do kontaktów i współpracy z konsulatem RP we Lwowie i z Radą Ochrony Pamięci i Męczeństwa Narodu Polskiego. Zadzwoniłem, że jestem w Złoczowie. Konsul przyjechał po mnie do Złoczowa i jedziemy do Brodów. W Brodach nie ma przewodniczącego, wyjechał na jakieś spotkanie. Trudno pojedziemy do Huty Pieniackiej, a w drodze powrotnej wstąpiliśmy ponownie do Brodów. Niestety dalej nie ma go. Sekretarka mówi, że nie wiadomo kiedy wróci, bo jest na jakimś przyjęciu, a potem wiadomo będzie miał trudności ha, ha. Wróciliśmy do Złoczowa i konsul pojechał do Lwowa. Tak się skończył wyjazd do Brodów. A ja myślę, że przewodniczący po prostu wymigał, bo władze Lwowa nie zaakceptowały spotkania. O tym kto i kiedy się spotyka w tak drażliwej sprawie decydują władze Lwowa.

Kraków, listopad 2003

To kolejne warsztaty teatralne organizowane w Krakowie. Wcześniej organizowane były w Centrum Młodzieży im. Dr Henryka Jordana w Krakowie i w Dworku Białoprądnickim. III Międzynarodowe Warsztaty Teatralne „Młoda Scena” odbyły się w dniach 3 – 9 listopada 2003 r. w Centrum Młodzieży im. Dr Henryka Jordana w Krakowie. się międzynarodowe warsztaty teatralne „Młoda Scena”, których organizatorem jest Ośrodek Edukacji Kulturalnej Dzieci Polskich na Wschodzie. Na warsztaty zaproszona została polska młodzież z Białorusi, Słowacji i Ukrainy, a także finaliści konkursu poezji i prozy polskiej – Złoczów 2003: Ola Szakalska ze Złoczowa, Julia Siemianów z Nadwórnej i Andrzej Razowski z Kamieńca Podolskiego. Z powodu kłopotów paszportowych nie przyjechała Julia Melniczuk z Użgorodu. W czasie pobytu w Krakowie, oprócz warsztatów teatralnych, młodzież miała możliwość zaznajomienia się z zabytkami naszego miasta oraz nawiązania kontaktów z krakowskimi rówieśnikami o podobnych zainteresowaniach, pójścia do teatru, bezpośredniego spotkania z aktorami oraz zwiedzenia Kopalni Soli w Wieliczce, a także odwiedzenia Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach, które w 2003 roku konsekrował Papież Jan Paweł II. W ostatnim dniu młodzież uczestniczyła w Krakowskim Salonie Poezji w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Artystki, Monika Jakowczuk z Teatru Starego i Karina Seweryn z Teatru Powszechnego w Warszawie, czytały poezję Emily Dickinson. Krakowski Salon Poezji, odbywający się w każdą niedzielę, stał się bardzo popularnym spotkaniem z wielką poezją czytaną przez aktorów, którym towarzyszą występy muzyków. Jest także formą działalności edukacyjnej i łączy różne pokolenia miłośników pięknego słowa. Ponieważ Salon odbywa się w zabytkowym wnętrzu – foyer Teatru Słowackiego – specjalnie dla uczestników warsztatów udostępniono do zwiedzania salę widowiskową, a Anna Dymna – znana aktorka filmowa i teatralna – inicjatorka tego Salonu – przez dłuższą chwilę rozmawiała z młodzieżą, rozdając także autografy.
Za udział w warsztatach pięknie podziękowali: Andrzej Razowski z Kamieńca Podolskiego: Jestem bardzo zadowolony z warsztatów. Bardzo dużo dają zajęcia warsztatowe, ćwiczenia, wyjścia do teatrów, obejrzenie prawdziwej próby teatralnej. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Jak przyjadę do domu, to będę już inaczej pracował, inaczej podchodził do recytacji, bo dużo się nauczyłem. Wycieczki też były wspaniałe. Zwiedziliśmy Wawel, kościoły. Wyżywienie też było znakomite. Dziękuję za wszystko; Julia Siemianow z Nadwórnej mówi, że bardzo podobały się przedstawienia, na które ich zaproszono do teatrów; Ola Szakalska ze Złoczowa, że podobał jej się Kraków, warsztaty i wszystko, i wszystko co dla nas przygotowano. Dziękuję. Przysłano też podziękowania listownie. Oto fragment listu Marii Siry z Kamieńca Podolskiego: Mam zaszczyt przedstawić swoją relację z seminarium, przeprowadzonego w Centrum Młodzieży im. dr H.Jordana w Krakowie tj. w dniach 7 – 12 kwietnia w Krakowie i 12 – 13 kwietnia w Bukowinie Tatrzańskiej. Było to XII seminarium pt. „Potrzeby Kulturalne Dzieci Polskich na Wschodzie”, organizowane pod patronatem prezydenta miasta Krakowa.

W seminarium wzięło udział 90. Polek i Polaków z Białorusi, Litwy, Łotwy, Rosji, Czech, Węgier, Mołdawii i Ukrainy. To już kolejny rok jak Centrum Młodzieży zaprasza nauczycieli, pedagogów i animatorów kultury wraz z najlepszymi wychowankami. Jest to działanie w kierunku stworzenia młodej polskiej elity intelektualnej na Wschodzie. Przebieg Seminarium był bardzo bogaty i różnorodny. Obejmował warsztaty teatralne, jazzowe, plastyczne, przedszkolne i samorządowe oraz dyskusje, spotkania z polską młodzieżą i wystawę po konkursową. Uczestnicy Seminarium pożegnali się i rozjechali do rodzinnych miejsc. Z pewnością przekażą swoim rodakom wiedzę, którą zdobyli dzięki Seminarium. Każde kolejne Seminarium jest wynikiem przemyśleń nie tylko organizatorów, ale również uwag zgłaszanych przez uczestników, ażeby czas spędzony w Krakowie był jeszcze lepiej wykorzystany. Serdecznie dziękujemy Organizatorom za możliwość spotkania się Polaków mieszkających poza granicami kraju, porównywania osiągnięć, wymiany doświadczeń oraz omówienia problemów z jakimi spotykają się w codziennej pracy. Jestem pełna podziwu dla wysokiego poziomu zajęć i profesjonalizmu osób prowadzących. Miejmy nadzieję, że za rok otrzymamy zaproszenie na XIII (z pewnością nie pechowe) Seminarium. Z poważaniem Maria Sira – laureatka pierwszej nagrody w Konkursie Recytacji Poezji i Prozy Polskiej w Kamieńcu Podolskim w 2002 roku.

Z Użgorodu też przysłano podziękowanie: Jestem Państwu ogromnie wdzięczna za możliwość uczestniczenia w warsztatach zorganizowanych przez Państwa w Krakowie.Wiele one mi dały. Mam nadzieję, że będą one pomocne w kolejnych moich osobistych spotkaniach z literaturą polską i pozwolą, oczywiście przy współpracy z nauczycielem, właściwie ją interpretować. Pobyt mój w Krakowie sprawił, że zafascynowałam się tym prastarym polskim grodem. Na pewno na zawsze pozostanie on w mej pamięci, jako wzruszające przeżycie. Jeszcze raz dziękuję. Łączę wyrazy szacunku – uczennica Polskiej Sobotnio-Niedzielnej Szkoły im. Ks. prof. Józefa Tischnera. Julianna Melniczu

Kraków, listopad 2003

To kolejne warsztaty teatralne organizowane w Krakowie. Wcześniej organizowane były w Centrum Młodzieży im. Dr Henryka Jordana w Krakowie i w Dworku Białoprądnickim.
III Międzynarodowe Warsztaty Teatralne „Młoda Scena” odbyły się w dniach 3 – 9 listopada 2003 r. w Centrum Młodzieży im. Dr Henryka Jordana w Krakowie. się międzynarodowe warsztaty teatralne „Młoda Scena”, których organizatorem jest Ośrodek Edukacji Kulturalnej Dzieci Polskich na Wschodzie. Na warsztaty zaproszona została polska młodzież z Białorusi, Słowacji i Ukrainy, a także finaliści konkursu poezji i prozy polskiej – Złoczów 2003: Ola Szakalska ze Złoczowa, Julia Siemianów z Nadwórnej i Andrzej Razowski z Kamieńca Podolskiego. Z powodu kłopotów paszportowych nie przyjechała Julia Melniczuk z Użgorodu. W czasie pobytu w Krakowie, oprócz warsztatów teatralnych, młodzież miała możliwość zaznajomienia się z zabytkami naszego miasta oraz nawiązania kontaktów z krakowskimi rówieśnikami o podobnych zainteresowaniach, pójścia do teatru, bezpośredniego spotkania z aktorami oraz zwiedzenia Kopalni Soli w Wieliczce, a także odwiedzenia Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach, które w 2003 roku konsekrował Papież Jan Paweł II. W ostatnim dniu młodzież uczestniczyła w Krakowskim Salonie Poezji w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Artystki, Monika Jakowczuk z Teatru Starego i Karina Seweryn z Teatru Powszechnego w Warszawie, czytały poezję Emily Dickinson. Krakowski Salon Poezji, odbywający się w każdą niedzielę, stał się bardzo popularnym spotkaniem z wielką poezją czytaną przez aktorów, którym towarzyszą występy muzyków. Jest także formą działalności edukacyjnej i łączy różne pokolenia miłośników pięknego słowa. Ponieważ Salon odbywa się w zabytkowym wnętrzu – foyer Teatru Słowackiego – specjalnie dla uczestników warsztatów udostępniono do zwiedzania salę widowiskową, a Anna Dymna – znana aktorka filmowa i teatralna – inicjatorka tego Salonu – przez dłuższą chwilę rozmawiała z młodzieżą, rozdając także autografy.
Za udział w warsztatach pięknie podziękowali: Andrzej Razowski z Kamieńca Podolskiego: Jestem bardzo zadowolony z warsztatów. Bardzo dużo dają zajęcia warsztatowe, ćwiczenia, wyjścia do teatrów, obejrzenie prawdziwej próby teatralnej. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Jak przyjadę do domu, to będę już inaczej pracował, inaczej podchodził do recytacji, bo dużo się nauczyłem. Wycieczki też były wspaniałe. Zwiedziliśmy Wawel, kościoły. Wyżywienie też było znakomite. Dziękuję za wszystko; Julia Siemianow z Nadwórnej mówi, że bardzo podobały się przedstawienia, na które ich zaproszono do teatrów; Ola Szakalska ze Złoczowa, że podobał jej się Kraków, warsztaty i wszystko, i wszystko co dla nas przygotowano. Dziękuję. Przysłano też podziękowania listownie. Oto fragment listu Marii Siry z Kamieńca Podolskiego: Mam zaszczyt przedstawić swoją relację z seminarium, przeprowadzonego w Centrum Młodzieży im. dr H.Jordana w Krakowie tj. w dniach 7 – 12 kwietnia w Krakowie i 12 – 13 kwietnia w Bukowinie Tatrzańskiej. Było to XII seminarium pt. „Potrzeby Kulturalne Dzieci Polskich na Wschodzie”, organizowane pod patronatem prezydenta miasta Krakowa.W seminarium wzięło udział 90. Polek i Polaków z Białorusi, Litwy, Łotwy, Rosji, Czech, Węgier, Mołdawii i Ukrainy. To już kolejny rok jak Centrum Młodzieży zaprasza nauczycieli, pedagogów i animatorów kultury wraz z najlepszymi wychowankami. Jest to działanie w kierunku stworzenia młodej polskiej elity intelektualnej na Wschodzie. Przebieg Seminarium był bardzo bogaty i różnorodny. Obejmował warsztaty teatralne, jazzowe, plastyczne, przedszkolne i samorządowe oraz dyskusje, spotkania z polską młodzieżą i wystawę po konkursową. Uczestnicy Seminarium pożegnali się i rozjechali do rodzinnych miejsc.Z pewnością przekażą swoim rodakom wiedzę, którą zdobyli dzięki Seminarium. Każde kolejne Seminarium jest wynikiem przemyśleń nie tylko organizatorów, ale również uwag zgłaszanych przez uczestników, ażeby czas spędzony w Krakowie był jeszcze lepiej wykorzystany. Serdecznie dziękujemy Organizatorom za możliwość spotkania się Polaków mieszkających poza granicami kraju, porównywania osiągnięć, wymiany doświadczeń oraz omówienia problemów z jakimi spotykają się w codziennej pracy. Jestem pełna podziwu dla wysokiego poziomu zajęć i profesjonalizmu osób prowadzących. Miejmy nadzieję, że za rok otrzymamy zaproszenie na XIII (z pewnością nie pechowe) Seminarium. Z poważaniem Maria Sira – laureatka pierwszej nagrody w Konkursie Recytacji Poezji i Prozy Polskiej w Kamieńcu Podolskim w 2002 roku.

Z Użgorodu też przysłano podziękowanie: Jestem Państwu ogromnie wdzięczna za możliwość uczestniczenia w warsztatach zorganizowanych przez Państwa w Krakowie.
Wiele one mi dały. Mam nadzieję, że będą one pomocne w kolejnych moich osobistych spotkaniach z literaturą polską i pozwolą, oczywiście przy współpracy z nauczycielem, właściwie ją interpretować.
Pobyt mój w Krakowie sprawił, że zafascynowałam się tym prastarym polskim grodem. Na pewno na zawsze pozostanie on w mej pamięci, jako wzruszające przeżycie. Jeszcze raz dziękuję. Łączę wyrazy szacunku – uczennica Polskiej Sobotnio-Niedzielnej Szkoły im. Ks. prof. Józefa Tischnera. Julianna Melniczu

komentarze: 0 

Powroty na Kresy

2015.09.05 20:23:55

2001 Wrzesień

12. września – wieczór. Ruszamy w drogę. To już IV Konkurs Recytatorski Poezji Polskiej, tym razem organizowany pod patronatem Gminy Kraków, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” - Oddział w Krakowie i „Klubu Złoczowskiego”. Hasło konkursu twórczość: Czesława Miłosza; Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta. Przesłuchania młodzieży odbędą się w Borysławiu, Nadwórnej i Kamieńcu Podolskim.

Jedziemy nocą, odprawy na granicy, szczególnie te po stronie ukraińskiej nie robią na nas już żadnego wrażenia. Musimy swoje odstać. O, nawet załatwili nas szybko i już jesteśmy na drodze do Borysławia. Jeszcze jest noc, zatrzymuje nas milicja (drogówka), pytają gdzie jedziemy, sprawdzają dokument i na koniec rzucają przestrogę, aby nocą nie podróżować, bo tu jest niebezpiecznie. Dziękujemy za przestrogę i ruszamy dalej. Już widać Borysław, jakieś duże instalacje. To fabryka przetwórstwa naftowego. Na bramie transparent – strajk! Dopiero jest 6. rano, więc musimy odczekać. Umówieni jesteśmy dopiero na 8.30, więc czas zabrać się za śniadanko, a tymczasem Małgośka ze Szwecji, wysportowana dziewczyna, wyczynia szpagaty na słupach telefonicznych. Dziewczyna już dobija sześćdziesiątki - nieźle jej to idzie. Obserwujemy z niedowierzaniem! My też, jak kto potrafi odprężamy się po nocnej jeździe. Jeszcze małe śniadanko i ruszamy do miasta. Miasto jeszcze we śnie. Tu i ówdzie przemykają ludzie, spieszący do pracy, a my jeździmy po wyludnionych ulicach i szukamy Średniej Szkoły nr 3. (dawne gimnazjum). Ktoś z uczynnych mówi, że pokaże jak dojechać. Zapraszamy do autokaru. Parę minut jazdy i już jesteśmy na miejscu. Budynek okazały, nieremontowany od wojny. Wita nas nauczycielka. Na co dzień pracuje w tej szkole. Uczy przedmiotów ścisłych, a w Polskiej Sobotniej Szkole języka polskiego. Jest też ktoś ze stowarzyszenia polskiego - tu działają już dwa konkurujące ze sobą? Pytamy o WC, bo te dla uczniów są przeraźliwie brudne, trudno wejść. Otrzymujemy klucze do WC dla nauczycieli. Czas już na rozpoczęcie przesłuchań. Zgłoszono 9. uczestników. Jest trochę młodzieży i parę starszych osób, zapewne rodzice. Wszyscy mieszczą się w małej salce szkolnej. Zmaganie konkursowe ocenia 6. osobowe jury z Polski, któremu przewodniczy krakowska aktorka Barbara Stesłowicz-Biały. Po przesłuchaniach przyszedł czas na ogłoszenie wyników. W świetlicy szkolne zebrała się liczna grupa młodzieży szkolnej, nauczycieli i rodziców. Przyszedł też dyrektor tutejszej szkoły. Przebieg i wyniki konkursu omówiła przewodnicząca jury, wskazując równocześnie jak przygotowywać się do konkursów w przyszłości. Konkurs zakończył się rozdanie dyplomów i nagród. I. miejsce zdobyła Irena Iwanicz, II. miejscem ex aequo podzieliły się Irena Kosiuta i Mariana Jaroszowicz. Na zakończenie głos zabrał dyrektor ukraińskiej szkoły dziękując wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania konkursu, a uczestnikom pogratulował wyników i życzył dalszych sukcesów w przyszłości. Wspomniał też o aktualnej sytuacji w tutejszym szkolnictwie. Jego przemówienie przekształciło się w małą konferencję na temat szkolnictwa i związanych z tym trudności. Pani Maria matka właściciela firmy Bruk- Bet w Niecieczy, zadeklarowała zakup dużej kserokopiarki, dla tutejszej szkoły. Deklarację przyjęto z aplauzem, a my dziękując za gościnę i ruszamy w drogę do Drohobycza. W autokarze p. Maria zwierzyła się, że jedna z pań powiedziała, że zajmie się darowizną i przyjmie ją, bo w szkole to może być różnie? Uspokoiłem Panią Marie, że dar zostanie przekazany szkole w następnym roku na podstawie aktu darowizny, za potwierdzeniem tutejszy władz oświatowych. Czas nas goni. Jedziemy najkrótsza drogą do Stanisławowa – duże miasto z ładnym ratuszem. Szybko zwiedzamy centrum i ruszamy w dalszą drogę. Stąd już blisko do Nadwórnej. Umówiliśmy się p. Piotrem Lewickim, że zgarniemy go po drodze wskaże na drogę do szkoły. Już jesteśmy w Nadwórnej, przy ulica Hruszewskiego. Pan Piotr czeka w swoim mieszkaniu. Krótkie powitanie i wyjazd do szkoły. Do konkursu zgłoszono 5 osób. Recytowano wiersze Konopnickiej, Brzechwy i innych. Przygotowane wiersze nie odpowiadały regulaminowi konkursu, stąd niskie oceny. Nie przyznano I miejsca, natomiast II. miejscem podzieliły się Tatiana Hnatiuk i Teresa Woroncowa. Jeszcze mały poczęstunek, krótka rozmowa i ruszamy w drogę przez Pniów do Jaremcza na nocleg, a potem Worochta, Werchowyna (dawne nazwy: Wierzchowina, Żabie), Kosów, Kuty, Jaworów Hoculski. Na „huculszczyźnie” jestem już piąty raz i stale na nowo odkrywam uroki Czarnohory, więc nie sposób nie opowiedzieć o tej malowniczej przestrzeni górskiej, jej miejscowościach i ciekawostkach. Zanim sięgnę do moich zapisków z podróży po huculszczyźnie, opowiem co nieco o pochodzeniu Hucułów. Na ogół przyjmuje się, że w IX wieku rumuńscy pasterze z „wołoszy” i węgierscy z Karpat południowych, poszukując pastwisk dla swoich owiec i kóz, przemieszczali się górami dochodząc prawie do Tatr. W XII w. ta część Karpat należała do Rusi Halicko – Włodzimierskiej, zaś od czasów Kazimierza Wielkiego (XIV w.), przez stulecia znajdowała się w obrębie Rzeczypospolitej.  Po 1772 Huculszczyzna weszła w skład monarchii austriackiej, a następnie austro-węgierskiej. W listopadzie 1918 Huculi wywołali rewoltę przeciwko rządom węgierskim, zakończoną proklamacją Republiki Huculskiej 9 stycznia 1919. Republika Huculska objęła wschodnie Zakarpacie, zaś jej prezydentem został Stepan Kłoczurak. W lipcu 1919 została zlikwidowana przez wojska rumuńskie. W latach międzywojennych znowu znalazła się w obrębie terytorium Polski. Po wrześniu 1939 r. osiedli tam Polacy i inne nie ruskie mniejszości narodowe zostały wysiedlone. Między innymi to było powodem spadku zainteresowania tym obszarem ze strony polskich etnografów.
       
Huculi to grupa etniczna górali karpackich mieszanego pochodzenia wołoskiego, rumuńskiego i rusińskiego, zamieszkująca  Karpaty Wschodnie. Obok Bojków i Łemków, z którymi sąsiadują od zachodu, to jedna z trzech głównych grup górali karpackich. Były to prawosławne wspólnoty religijne, które doprowadziły do wytworzenia się jednego narzecza opartego na języku rusińskim z domieszką rumuńskiego i polskiego. Świadczą o tym nazwy miejscowości i gór, nazwy pospolite, stroje ludowe, obrzędowość i architektura. Strój huculski jest najbogatszy wśród górali Karpat Wschodnich. Nazwa Hucuł podobno pochodzi od słowa rumuńskiemu  (jeden z dialektów rumuńskich 'hotul' to złodziej, opryszek). Inni twierdzą, że pochodzi od słowiańskiego słowa 'kochul'  (wędrowiec). Huculi od wieków tworzyli niepowtarzalną kulturę regionalną w dorzeczu górnego Prutu, obu Czeremoszów: Białego i Czarnego oraz Cisy. Od wieków zajmowali się  pasterstwem, myślistwem, hodowlą bardzo wytrzymałych koni, zwanych „huculskimi” oraz mosiężnictwem (formy bizantyjskie i renesansowe).   Ich wsie to gospodarstwa  rozrzucone po okolicznych pagórkach, a cerkiew, urząd gminy, szkoła i gospoda zlokalizowane są w dolinach. Typowy dom wiejski to izba mieszkalna obudowywana pomieszczeniami gospodarczymi od północy, wschodu i zachodu, co skutecznie chroni przed mrozem i wiatrem. Do budowy gospodarstwa dobierano starannie drewno iglaste, które wcześniej gromadzono i sezonowano. Typowych chałup huculskich już nie zauważysz przy głównych trasach turystycznych. Skutecznie zostały wyparte przez wszystkie architektoniczne tendencje stylistyczne typowe dla zabudowy uzdrowiskowej Karpat końca XIX w. i I połowy XX w. Istnieją tam budowle reprezentujące zarówno formy historyczne, style regionalne, secesję, styl dworkowy, jak i modernizm. Po tym wstępie wracam do moich zapisków z podróży.Delatyn,  Mikuliczyn, Jamna, Tatarów, Jaremcze, Worochta i Werhowyna (Żabie) to zachodnia część Czarnohory. Ich szybki rozwój gospodarczy zawdzięczają wybudowaniu trasy kolejowej Stanisławów - Marmarosz Szigeth ii napływowi turystów. Projektantem i budowniczym tej magistrali był inż. Stanisław Rawicz-Kosiński (1847-1923), absolwent Politechniki w Pradze (1872 r.). Pracował w Saksonii przy budowie linii kolejowej, a po powrocie do Galicji (1881 r.) w okolicach Żywca. W 1890 r. zlecono mu wykonanie projektu tej magistrali kolejowej. Projektowanie i budowa trwały 5 lat. W Jaremczu  i przed Worochtą zbudowano piękne mosty kamienne ciekawej konstrukcji. Konstrukcja tych mostów była później wzorem dla budowniczych kamiennych mostów kolejowych w Alpach austriackich i włoskich. Replikę mostu z Jaremcza zbudowano nad rzeką Isonzo w Salcano w Gorycji na linii kolejowej Klagenfurt –Triest. Za te dokonania w 1908 r. Stanisław Rawicz-Kosiński odznaczony został Orderem Cesarza Leopolda. Muzeum Fotografii w Krakowie posiada bogaty zbiór zdjęć z czasów budowy – kafary, furki, nosidła i niezliczona ilość robotników.
Różne losy były tych pięknych mostów. Most kolejowy w Jaremczu w 1917 r. został wysadzony, przez wycofujące się wojska rosyjskie. Odbudowany przez Polaków w latach 1925-1927, ponownie został wysadzony w 1944 r. przez Niemców uciekających przed Armią Czerwoną. W pobliżu zburzonego mostu sowieci wybudowali nowy most, nie ciekawej urody, z żelaza i betonu, zupełnie nie pasujący do górskiego klimatu, natomiast most kolejowy przed Worochtą ostał się do dziś.
    
 Jesteśmy w Jaremczu – wieś założył Jarema w 1788 r. W 1928 r. Jaremcze otrzymało status uzdrowiska. Atrakcją są m.in. wodospady na Prucie, źródła wody mineralnej, tereny spacerowe, jarmark huculski, zachowana przedwojenna zabudowa willowa, zabytkowa cerkiew św. Michała Archanioła, wzniesiona w XVII w., cerkiew św. Jana Miłościwego z XVIII w. i znana nam knajpka - koliba . Jest wieczór, tu nas już znają, będą śpiewy z kapelą huculską, szaszłyki i tańce oczywiście -kołomyjki huculskie. Po środku koliby jest palenisko i skwierczące szaszłyki, więc siadamy do uczty i zabawa. Dobieg już 23:00 więc czas na spanie. Nocleg w Jaremczu mamy zarezerwowany w dawnym ośrodku rządowym, (teraz sanatorium). Wsiadamy do autokaru i ruszamy do Ośrodka. Już go widać, nieźle się prezentuje. Wysiadamy z bagażami i idziemy do wskazanego piętrowego pawilonu. Już myśleli, że nie przyjedziemy. We wnętrz też luksusowo. Łazienki wyposażone w akcesoria włoskie, meble też sprowadzono z Włoch z Bari. Wybudowała go jugosłowiańska firma. Robi wrażenie. Kierowca pozostał przy autokarze, żeby posprawdzać stan techniczny autokaru i pozamykać bagażniki. Kiedy chciał zabrać swój bagaż, już go nie było, ktoś ukradł – został tylko w tym co miał na sobie. Zebraliśmy trochę gotówki, żeby kupił potrzebne rzeczy.
Rano przy autokarze z Warszawy stoją podenerwowani turyści i kierowca. Złodzieje wyłamali zamki z bagażników i zabrali co pozostało w autokarze na noc. Nie chciało im się dźwigać bagaży. Wspólne biadolimy, ale trzeba iść na śniadanie. Sanatorium to kompleks kilku budynków. Na śniadanie trzeba iść do głównego budynku i tu miłe zaskoczenie. Podali bułkę maślaną z prawdziwą aromatyczną kawą , a po tym wędliny i świeżutki chleb. Myślimy, że to koniec śniadania i można już iść, a tu kelnerki wychodzą gorącym mięsnym daniem i kompotem. Warszawiacy mimo strat, też zachwyceni są śniadaniem. Poprawił się im humor. Śniadanie było tak obfite, że do końca dnia będziemy syci. Wracamy do części hotelowej. Rzeczy wcześniej spakowane, trzeba znieść do autokaru. Jeszcze sprawdzenie, czy wszystko zabrane, czy wszyscy już są w autokarze i ruszamy w drogę.

komentarze: 0 

Powroty na Kresy

2015.09.05 20:23:36


2001 Wrzesień cd.

Jedziemy przez Worochtę - miejscowość letniskowa i ośrodek sportów zimowych. Worochta leży w samym sercu Czarnohory, na wysokości ponad 800 m n.p.m. Prawie z każdej strony otacza ją Karpacki Park Narodowy. Główny grzbiet Czarnohory ciągnie się od Howerli  2061 m n. p. m do Popa Iwana (2022 m n.p.m.).  Tutejszy przewodnik oferuje jazdę terenówką pod sam szczyt Howerli, niestety brakuje czasu na takie wędrówki, a poza tym? - to już nie te lata. W Worochcie są jeszcze pozostałości dawnych willi letniskowych i pensjonatów (jeden z pensjonatów w dobrym stanie zachował się do dziś). Jest też zabytkowy budynek dworca kolejowego i cerkiew Narodzenia Bogarodzicy z XVIII w. (niektóre źródła podają 1615 r.) – przeniesiona w 1780 r. z Jabłonicy.
Jako ciekawostkę podam, że tu w Worochcie zbudowano w 1922 r. pierwszą polską skocznię narciarską, wyprzedzając o trzy lata Wielką Krokiew w Zakopanem. W dniach 4-6 marca 1922 r. na skoczni w Worochcie rozegrano pierwsze mistrzostwa Polski. Wygrała je – walcząc z mężczyznami – kobieta, Elżbieta Michalewska-Ziętkiewiczowa, słynąca z urody była żoną pioniera narciarstwa wysokogórskiego, oficera Władysława Ziętkiewicza, który w armii polskiej doszedł do rangi pułkownika. Walczył w kampanii wrześniowej, a później we Francji i zginął w bitwie pod Baccarat w czerwcu 1940 r.  Jego żona, wybitna sportsmenka, która - tylko ze względu na ówczesny regulamin - jako kobieta nie została dopuszczona do olimpiady w Chamonix.  W czasie wojny mieszkała w Zakopanem i prawdopodobnie przyjęła status folksdojczki. Wyjechała z Polski i ślad po niej zaginął. Jej rekord na skoczni narciarskiej w Worochcie w 1922 r. nie był pobity przez 80 lat.  W Czarnohorze też wytyczono pierwszy znakowany szlak turystyczny, powstał już w 1884 r. Był też tragiczny okres. Tu w Worochcie w noc sylwestrową 1944 r. zamordowano 72 osoby pochodzenia polskiego. Wtedy armia sowiecka doszła już do Sanu i było wiadome, że Niemcy wojnę przegrają. Po tej zbrodni UPA wycofała się na Słowację mordując tam też niewinnych ludzi. Za sowietów, przy głównej ulicy ofiarom zbudowano pomnik. Po powstaniu państwa ukraińskiego, kiedy byliśmy w Worochcie w 1994r. napisy były już skute. Teraz cokół wykorzystano i umieszczono czyjeś popiersie?
     
Jedziemy dalej przez Werchowynę – Wierzchowinę (dawne Żabie) – to malownicza wioska w centrum Huculszczyzny, nad Czarnym Czeremoszem, u stóp masywu Czarnohory. Historia osady jest długa. W 1424 r. książę litewski Świdrygiełło nadał ją Drasimowiczowi. Wraz z rozwojem turystyki Żabie zyskiwało coraz większą sławę. Przyjeżdżali tu nawet letnicy z Anglii. Bywali tacy poeci jak: Mychajło Kociubyński, Iwan Franko, Łesia Ukrainka, Olga Kobylańska, a także polski piewca Huculszczyzny, Stanisław Vincent, autor cyklu epickiego Na wysokiej połoninie, Obrazy, dumy i gawędy z Wierzchowiny Huculskiej. Werhowyna to już koniec trasy turystycznej w zachodniej części Czarnohory. Tu dostało się Romie Krzemień, tej od „Promyków Krakowa”. Wyznaczony czas minął, a jej ciągle nie ma. Zaglądam więc do moje wcześniejszych notatek: dla bohemy artystycznej Lwowa i Galicji Wschodniej pasmo Czarnohory było tym, czym Podhale i Tatry dla środowiska krakowskiego. W Jaremczu, Worochcie i innych miejscowościach bywali i tworzyli artyści takiej miary, jak Teodor Axentowicz (Kołomyjka); Leon Wyczółkowski (Cerkiew w Worochcie); Józef Simmler; Kazimierz Sichulski, Władysław Jarocki i Fryderyk Pautsch. (ur. 22 września 1877 w Delatynie). Wszyscy ukazywali piękno tego regionu , architekturę, obrzędowość, huculskie tańce, Hucułów i Hucułki. Nazywano ich Hucułami. Motyw huculski zaczął pojawiać się też w przedwojennej polskiej prozie. O Huculszczyźnie pisali między innymi: Wincenty Pol; wspomniany Stanisław Vincent,(Na wysokiej Połoninie); Józef  Wittlin; czy Józef Korzeniowski, (dramat huculski "Karpaccy Górale"). Dawną Worochtę możemy podziwiać dzięki fotografiom A. Błaża i  T. Artychowski, którzy mieli tam swoje pracownie. Portretowali też znane osoby przebywające na wypoczynku, a było ich wiele: Jarosław Iwaszkiewicz (opowiadanie "Pod Howerlą”),  Jerzy Liebert (1904-1931), nazwany przez  Harasymowicza poetą Huculszczyzny, Maria Dąbrowska i inni. oraz znani malarze, o których już wspomniałem. Jaremcze i Worochta należały do najbardziej znanych polskich zimowisk.  Worochtę nazywano "drugim Zakopanem”. Na zboczach okolicznych gór zbudowano wiele prywatnych willi i pensjonatów. Jedną z nich wybudował trzykrotny premier RP Kazimierz Bartel – profesor ekonomii wykreślnej na Politechnice Lwowskiej, zamordowany w 1941 r. przez hitlerowców. W sąsiedztwie wzniósł swoją willę "Mirosława” ukraiński śpiewak M. Holiński zwany, ukraińskim Caruso. W Jaremczu była też willa Karola Kuhla (1889-1970), wziętego lwowskiego lekarza, przyjaciela znanego ortopedy Adama Grucy. Było też sanatorium dra Franciszka Michalika, wyposażone w urządzenia do hydroterapii. W Worochcie przez pewien czas leczyła się Olena Teliga, przyjaciółka ideologa ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncewa. Głoszone przez niego idee wprowadzone zostały przez Stepana Banderę i UPA w postaci ludobójstwa na cywilnej ludności polskiej. W 1912 r. w Jaremczu wypoczywał austriacki następca tronu, późniejszy cesarz Karol Habsburg i książę Wasyl Wyszywany, dziwak z rodziny Habsburgów, zafascynowany kulturą huculską miał ambicje zostać królem ukraińskim.

Mija 40 min i widać Romę podążającą w nasza stronę. W ręku trzyma kapelusz huculski. Nasza Elżbieta Mach odpowiedzialna za pilotaż i dyscyplinę jest bardzo rygorystyczna i zasadnicza, aż do przesady, to taki nawyk z pracy w teatrze, mocno zrugała dziewczynę. Roma biedna tłumaczy się, że była w Muzeum Regionalnym i dziwi się, że nas tam nie było. A kto wiedział, że to muzeum jest gdzieś na końcu wsi. Zaprowadził ją tamtejszy Hucuł ubrany w regionalny strój i kapelusz huculski. Wyjaśniło się skąd ma ten kapelusz, po prostu kupiła go prosto z głowy Hucuła.Jedziemy dalej przez wschodnia część Czarnohory. Już widać Kosów. To centrum huculszczyzny i rękodzielnictwa regionalnego. Słynęło także z handlu owcami. Tutaj powstawała znana ceramika pokucka.  W drugiej połowie XIX w. nastąpił dynamiczny rozwój sztuki huculskiej. Wówczas ceramika huculska była bardzo poszukiwana. Miejscowość teraz zaniedbana, niczym się nie wyróżnia, brak szaletów. Po długim szukaniu znaleźliśmy w jakimś budynku administracji lokalnej. Stąd blisko do Kut, więc jedziemy. W Kutach był most nad Czeremoszem, łączący Polskę z Rumunią. Kiedy 17 września 1939 r. na tereny polskie wkroczyła Czerwona Armia, przejście na stronę rumuńską było możliwe tylko w Kutach - (most w Zaleszczykach został zablokowany przez czołgi sowieckie). 17 września do Kut przybyli prezydent Ignacy Mościcki i polski rząd i w nocy z 17 na 18 września opuścili terytorium II RP. Nad ranem 18 września na stronę rumuńską przybył także sztab główny wojska polskiego na czele z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym. Rydz Śmigły w geście wysiadł z samochodu i przeszedł przez most piechotą. Pod naciskiem dyplomacji sowieckiej, niemieckiej i francuskiej, władze rumuńskie internowały polskiego prezydenta, polski rząd oraz dowództwo wojskowe. Osadzono ich w Bicaz, Krajowej i w Slanicach. Most w Kutach czynny był do 21 września, kiedy tak że zablokowany został, przez czołgi Armii Czerwonej. Do tego momentu przechodzących na stronę rumuńską osłaniały resztki polskiego lotnictwa i oddziały KOP – „Podole”, dowodzone przez pułkownika Marcelego Kotarbę. W walkach pod Kutami zginął podchorąży Tadeusz Dołęga-Mostowicz, znany pisarz, autor „Kariery Nikodema Dyzmy”.
  
Przez ten most też udał się do Francji też gen. Władysław Sikorski, który w kampanii wrześniowej nie brał udziału, ponieważ był w opozycji do obozu piłsudczyków i nie przydzielono mu żadnej funkcji. Popierany przez dyplomację zachodnią rozpoczął działalność polityczną i wojskową, obejmując stanowisko szefa rządu polskiego na emigracji i Naczelnego Wodza organizowanych we Francji Polskich Sił Zbrojnych. Po klęsce wojsk francuskich i podpisaniu kapitulacji przez tamtejszy rząd, udał się do Anglii, by tam kontynuować działalność polityczną. Tędy też przewieziony został skarbiec wawelski i zasoby złota, które pozwoliły na kontynuowanie działalności za granicą, początkowo we Francji, a później w Anglii.
  
Most nad Czeremoszem zbudowany został w 1930 r. przez polskich saperów. Był to most z drewna i łączył Kuty z  miejscowością Wyżnica, po stronie rumuńskiej. Budową kierował Jan Łacheta.  Most przetrwał do lat 40. minionego wieku. Obecnie w tym miejscu  jest kładka dla pieszych. Za sowietów wybudowano nowy most, ale już w innym miejscu. Czeremosz tu w przeciwieństwie do Prutu płynie leniwie i jest rzeką spławną. Wracamy do Kosowa, bo tędy, wzdłuż Czeremoszu, wiedzie szlak naszej wędrówki do Śniatyna, a dalej do Zaleszczyk, Chocimia, Okopów św. Trójcy, i Kamieńca Podolskiego. Na wysokości Jaworowa Huculskiego Czeremosz jednak pokazał co potrafi – nagły przybór wody podebrał połowę szosy i droga jest nieprzejezdna. Milicja nas nie przepuści, bo część ocalałej drogi może się obsunąć do rzeki, (tu jest duża różnica poziomów), a Jaworów Huculski już jest tuż, tuż. Jest to wieś zamieszkiwana od wielu pokoleń, w tych samych przysiółkach, przez stuprocentowych autochtonów. Wytwarzają stroje ludowe i kilimy. W Jaworowie i Riczce powstały ośrodki ludowych wyrobów drewnianych. Czołowym twórcą był Jurij Szkryblak. Jest tam wielu rzeźbiarzy, artystyczne dynastie Skryblaków i Korpaniuków. W Jaworowie Huculskim jest też wodospad zwany Jaworowską Niagarą, ale my, przez to podmycie drogi, tam już nie dojedziemy.
Milicjant mówi, że musimy wrócić do Kut, przejechać przez most w Kutach, a następnie jechać wzdłuż Czeremoszu, prawą stroną, (przed 1939 r. teren należał do Rumunii). Szkoda, bo w Jaworowie Huculskim nie byłem, może następnym razem. Wracamy więc do Kut i na dawną stronę rumuńską. Jedziemy wzdłuż Czeremoszu. Nudno i sennie. Tutaj też nie ma chat huculskich. Budują domy murowane ozdobione blachą (prawdopodobnie aluminiową) tłoczoną w jakieś wzorki, czasem wszystkie ściany pokryte są tą blachą. Wygląda to jak puszki konserwowe bez nalepek. Ohydne, kto na to pozwala? Ta moda przeniesiona została w te strony z terenów czerniowieckich. Tam ogrodzenia są z tej blachy, domy przyozdabiane, cerkwie pokryte są tą blachą a nawet daszki nad studniami. Już opuszczamy region Karpat Wschodnich, czasu jest nie wiele – zatrzymamy się dopiero w Zaleszczykach. Proszę i już są Zaleszczyki. Nic się tu nie zmienia. Dniestr zanieczyszczony, przybrał brunatny kolor, plaże znikły, a w miasteczku domy zaniedbane, tylko gdzie niegdzie ganki oplecione są krzakami winorośli. Jedziemy dalej. Jesteśmy na głównej drodze do Kamieńca Podolskiego. Jeszcze krótka wizyta w Chocimiu. Nic się tu nie zmieniło, przed bramą do twierdzy stoi Sachajdaczny i broni jej, ale już pozbawiony metalowej zbroi (blacha miedziana). Został pomalowany farbą przypominającą kolor brązu. Dalej nie ma tu głównego aktora „theatrum belli” hetmana Jana Karola Chodkiewicza. Idziemy do twierdzy. Sahajdaczny zezwala, bo opłaciliśmy „myto” za przejście mostu (dawniej zwodzonego) i bramy fortecznej. Współtowarzysze schodzą do zamku, a ja do restauracyjki na terenie twierdzy, na mamałygę ze skraweczkami. Część osób zobaczyła zamek i przyszła na piwo. Widząc, że coś zajadam, pytają się co to jest? - dali się skusić, to ja też zamówiłem drugą porcję. Mamałyga była wyśmienita, palce lizać, bo z grysiku kukurydzianego pierwszej sorty, z kukurydzy co dojrzewała w tutejszym słońcu.

Ruszamy do Okopów św. Trójcy. Jest już Żwaniec i most na Zbruczu. Parę ujęć kamerą i ruszamy do Kamieńca Podolskiego. Nocleg w hotelu „Ukraina”, tam nas już znają. Do Kamieńca dotarliśmy wieczorem. Jutro 14 września, przesłuchania uczestników konkursu. Do konkursu zgłoszono 9 osób, niestety są trudności z organizacją przesłuchań. Konieczne jest przesunięcie przesłuchań na godziny wieczorne. Część grupy udała się na zwiedzanie Starego Miasta. Ja zostałem w hotelu. Wieczorem do hotelu przyszedł przedstawiciel miejscowego kuratorium szkolnego - mówi po polsku - sala jest już przygotowana, pojedzie z nami na spotkanie. Była to sala widowiskowa. Szczęśliwie rozpoczęliśmy przesłuchania. Uczestnicy zaprezentowali wysoki poziom recytacji, co skłoniło jury do przyznania dwóch pierwszych miejsc. Zdobyli je, Maria Sira i Władysław Razowski. II. miejsce przyznano Krystynie Dubinie, a III. Pawłowi Grumnickiemu. Każdą ocenę przewodnicząca szczegółowo wyjaśniała i uzasadniała, podając jednocześnie wskazówki do dalszej pracy. Opiekunem, a zarazem instruktorem młodzieży była Irena Gałka, pochodząca z Kamieńca Podolskiego – aktualnie studentka V roku polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. W czasie wakacji odbywała praktykę w szkole w Kamieńcu Podolskim. Wszyscy uczestnicy konkursu otrzymali dyplomy, a laureaci nagrody książkowe. Jak co roku, zdobywcy I, II i III miejsca będą uczestniczyć w Krakowie w tygodniowych warsztatach teatralnych, tym razem organizowanych przez DK „Dworek Białoprądnicki”.
W Kamieńcu Podolskim mamy jeszcze jedno zadanie do spełnienia Udział w „Międzynarodowym Święcie 7 Kultur” organizowanym po raz pierwszy w dniach 15-16. 09 z udziałem narodowości ukraińskiej, rosyjskiej, ormiańskiej, litewskiej, tureckiej, żydowskiej i polskiej, ale to dopiero jutro. W hotelu czeka na nas wyznaczony przez organizatorów opiekun. Otrzymaliśmy program na dzień następny, w postaci małej ulotki, z której niewiele wynikało. Wiadomo było tylko tyle, że rankiem wszystkie narodowe zespoły mają stawić się w określonym miejscu i pomaszerować na rynek Starego Miasta, a o godz. 10;00 odbędzie się oficjalne spotkanie delegacji w siedzibie mera miasta. Niestety atak terrorystyczny w pamiętnym dniu 11 września 2001 na World Traid Center w Nowym Jorku, pokrzyżował oczekiwania gospodarzy i goście z ambasad w Kijowie nie przybyli.
W Rynku Polskim są już ustawione stoiska i namioty, niekiedy szumnie zwane domami narodowymi, np. „Dom Polski”, rozmieszczone w Starym Mieście na Rynku Polskim i Ormiańskim, gdzie prezentowane są wyroby rzemiosła i potrawy narodowe. Na stoisku polskim dominuje importowana z Polski margaryna, zaś wokół stoiska krzątają się chłopcy, których jedynym elementem krakowskiego stroju jest na głowie „czapka krakuska”. Zabrakło wyrobów artystycznych, a przede wszystkim „jadła polskiego”, choćby staropolskiego bigosu. Na „Święcie 7 Kultur” Gminę Kraków reprezentował „KLUB ZŁOCZOWSKI” z 40-osobowym Zespołem Pieśni i Tańca „Mydlniczanie”. Zgłoszony wcześniej program przewidywał pieśni i tańce krakowskie oraz widowisko „Krakowski Lajkonik” i „Wesele Bronowickie”. Całość miała trwać 40 minut. Koszty pobytu pokrywała strona polska. Z ulotki wynikało, że od 13:00 do 21:00, na stadionie miejskim mają odbyć się występy zespołów folklorystycznych. Nie podano jednak, w których godzinach mają wystąpić poszczególne zespoły. Opiekun zobowiązał się dać odpowiedź następnego dnia przed śniadaniem. Rano zgodnie z oczekiwaniem poinformował, że Zespół „Mali Mydlniczanie” winien zaraz wziąć udział w przemarszu na rynek Starego Miasta, gdzie nastąpi powitanie. Korowód zespołów był barwny. Bardzo dobrze prezentowała się grupa rosyjska, choć stroje kobiece były mocno przestylizowane. Także dobrze prezentowały się grupy: polska i turecka, autentycznością strojów regionalnych.
Ponieważ opiekun nie mógł odpowiedzieć, czy zapowiadane na godz. 10.00 spotkanie w merostwie dotyczy także delegacji z Krakowa (oficjalnego zaproszenia nie było), więc garnitury pozostały w hotelowych szafach, a delegacja krakowska wraz z miłym przewodnikiem Igorem i liczną grupą turystyczną, poszła jeszcze raz zwiedzać zabytki Starego Miasta i fortecę. W tym czasie pierwsze zaskoczenie zespołu „Mydlniczan”. Wyznaczono im tylko 10 min. na prezentację programu – zgłoszono przecież 40 minutowy występ. Po dłuższych rozmowach udało się w końcu przedstawić półgodzinny występ, prezentujący pieśni i tańce krakowskie. Po południu na stadionie miejskim ma śpiewać młoda piosenkarka z Krakowa. Przyjechała z nami w towarzystwie pianisty. Tak sobie życzyli organizatorzy przy ustalaniu programu. To drugie zaskoczenie – podobno potraktowano ją nie taktownie, na próbach wyraźnie promując piosenkarkę ukraińską. Trzecie zaskoczenie, to nie wiadomo, kiedy ma wystąpić zespół „Mali Mydlniczanie”. Mają czekać w pogotowiu, więc czekali cierpliwie – kilka godzin. W końcu powiedziano, że mają tylko 5 minut na występ. Weszli więc na scenę i przedstawili drugą część widowiska „Krakowski Lajkonik”, które trwało około 15 minut. Wybuchła awantura. Organizatorzy żądali przerwania występu. Doszło nawet do groteskowej sytuacji. Opiekun został połajany z zagrożeniem zwolnienia go z pracy. Ten jednak niewiele myśląc odpowiedział „to dobrze, zaciągnę się do zespołu „Mydlniczan” i tam będę śpiewał”. W końcu zespół przedstawił cały program z Lajkonikiem, a na widowni długo skandowano: Polsza, Polsza !!!!! To spontaniczne zachowanie się widowni nie było miłe dla organizatorów. Nie wiem po co nas zapraszali i pokrętnie ograniczali czas przeznaczony na występy? Przecież długo przed imprezą otrzymali pełny program widowiska wyliczony co do minuty? Pokonując 700. Kilometrową odległość trasę z Krakowa do Kamieńca Podolskiego „Mali Mydlniczanie” byli mocno zdziwieni postawa organizatorów, a jednocześnie zaskoczeni tak żywiołowym odbiorem widowiska przez widownię. Ażeby odwdzięczyć się, Dopiero teraz wieczorem możemy coś zjeść. Kolację, a raczej obiadokolację jemy w Starym Mieście w„Gostyncu”, teraz nazywa się „Restauracja Rycerska”. 40. osobowy zespół „Mydlniczan” Elżbieta posadziła w sali głównej, a reszta zasiadła do kolacji w małej Sali zwanej myśliwską z uwagi na wiszące na ścianach trofea myśliwskie. Przyszedł dyr Fencur , Olek, Igor i nasz dzielny opiekun. Trochę powspominano. Było miło. Po kolacji, przed restauracją, kapela „Mydlniczan” dała krótki koncert dla spacerowiczów, za gorące przyjęcie na stadionie.
Myślę, że ten incydent na stadionie był jedynym potknięcie organizatorów, ale nie powinien rzutować na całość Święta 7 Kultur. Było ono organizowane po raz pierwszy, a organizatorzy, w ramach swoich możliwości, starali się dołożyć wszelkich starań, by święto wypadło jak najlepiej i jak najokazalej. Całość imprezy wypadła więc dobrze i powinna wejść na stałe do harmonogramu imprez w Kamieńcu Podolskim. W przyszłości również nie powinno brakować polskich zespołów artystycznych. Ufamy, że w przyszłości „Święto 7 Kultur” stanie się dobrą wizytówką dla Kamieńca Podolskiego i kołem napędowym dla przemysłu turystycznego, czego serdecznie należy życzyć Władzom miasta i żyjącej tam wielonarodowej społeczności, a Staremu Miastu powrotu do jego dawnej świetności. Jutro ruszamy do Złoczowa.

Do Złoczowa jedziemy przez Skałę Podolską, Czortków, Trembowlę, Tarnopol. Wszędzie już byliśmy, ale są tacy, którzy tu jeszcze nie byli. Trzeba wszędzie zatrzymać się chociaż na chwilę. Jesteśmy już w Złoczowie, już zjedliśmy kolację i czekamy na „Mydlniczan” a ich ciągle nie ma. Jest już prawie północ, obsługa restauracji denerwuje się i stale dopytuje kiedy przyjadą. Wreszcie są. Już byli koło Złoczowa, kiedy jeden z muzyków zorientował się, że zgubił portfel z dokumentami. Musieli wrócić kilkadziesiąt kilometrów, by odszukać krzaki. Jak tam trafił? Portfel leżał obok. Obsługa zadowolona, że już będzie mogła pójść do domu, a na sali pojawia się nasza „Żelazna Dama”. Już sobie wyobrażacie jak im się dostało ha, ha. Zespół „Mydlniczan” wraca do Krakowa, a my zostajemy na noc. Jutro w planie mamy zwiedzanie Złoczowa, Oleska i Podhorców, a w godzinach popołudniowych wypad do Lwowa i Żółkwi, i powrót na nocleg do Złoczowa. Ale tempo!
To już 19 września. Po śniadaniu ruszmy w drogę do Krakowa przez Pomorzany, Brzeżany, Jaworów do przejścia granicznego w Krokowcu. Chcą opłaty graniczne 800 hr. Mówię, że już raz zapłaciliśmy wjeżdżając. Ale trzeba płacić dodatkowo mnie 500 a na 30 wystawię pokwitowanie –mówi. Ja muszę mieć pokwitowanie na całość, jeżeli ta opłata jest zgodna z prawem. Odburknął; jak nie to będziecie odpowiednio potraktowani. I rzeczywiście odwlekali odprawę. Zamiast w autokarze sprawdzić paszporty kazali wysiąść z autokaru i przejść przez pomieszczenie z bagażami do kontroli. Po stronie polskiej, czysto schludnie, grzecznie informują, gdzie są toalety, gdzie można coś zjeść, w drodze do Przemyśla witają nas kolorowe reklamy. Przemyśl rozświetlony, dobrze oznakowana główną droga. Jesteśmy w Europie, jeszcze tylko zatrzymamy się w Pilźnie w barze „Taurus”, by zjeść smaczną świeżą golonkę i jazda do Krakowa.


komentarze: 0 

POWROTY NA KRESY

2015.08.18 19:42:33

wrzesień 2000
     
W Polsce „Rok Reymontowski”, a my w drodze na Wschód od Zachodu.  To III. Konkurs Recytatorski organizowany przez „Klub Złoczowski”. W poprzednich latach 1998 i 1999 – konkursy odbywały się pod hasłami: „Rok Mickiewicza” i „Rok Słowackiego”. Teraz w  „Roku Rejmontowskim” zaproponowaliśmy poetów związanych z Kresami: Fredro, Goszczyński, Staff, Makuszyński, Wierzyński, Konopnicka, Bełza, Chciuk no i Herbert. Czy nie za wiele? i czy nie za trudne?, a no zobaczymy. Dostali zestaw wierszy, sami wybiorą.
     
Jak dotychczas towarzyszą nam aktorzy scen krakowskich, jako jurorzy. Nagrodą jest zaproszenie najlepszych do Krakowa, na seminarium „Potrzeby kulturalne dzieci polskich na wschodzie” –organizowane przez Centrum Młodzieży im H. Jordana. Laureaci na seminarium zaprezentują swoje umiejętności.
     
Przesłuchania odbyły się w Mościskach , Borysławiu, Nadwórnej, Kamieńcu Podolskim i w Złoczowie. Niestety nie robiłem notatek, a pamięć jest zawodna, więc ograniczę się do krótkiej oceny konkursu. Niestety wszędzie poziom był niski i niskie oceny. I. miejsc nie przyznano. Może za duże wymagania? No cóż, przyjęli to z pokorą. Do Krakowa zaproszona została młodzież z II. lokatami, a że to „Rok Reymontowski, fragmenty Chłopów i Ziemi Obiecanej czytał aktor z Krakowa Tomasz Poźniak.
     
Z okazji „Roku Rejmontowskiego” organizacjom polskim przekazano kasety z nagraniami filmu „Chłopi” a czy to zostanie należycie wykorzystane? Nie wiadomo. Taki tu zwyczaj, że otrzymywane od Konsulatu RP we Lwowie, czy Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” sprzęt audiowizualny (telewizory i kasety wideo dla młodzieży szkolnej) trafia w prywatne ręce, więc z oglądaniem przez szersze gremium będą trudności.


komentarze: 2